A diary from last month. Marzec 2026


Marzec - koniec zimy, początek wiosny. Czuć w powietrzu nadchodzące ciepło, dni są dłuższe, a ja czuję jak w głowie rodzą mi się nowe plany i pomysły. Patrząc z perspektywy czasu, to te marcowe pomysły były bardzo spontaniczne i często mojego męża :-). 
U nas w marcu wiosna budzi się powoli. Nieśmiało z ziemi wyłaniają się rośliny, pączki na drzewach grubieją, a trawa zaczyna się zielenić. W tym samym czasie na wysyłanych przez córkę zdjęciach z Oxfordu - wiosna na całego. Kwitnie magnolia, żonkile, fiołki, narcyzy, przebiśniegi, a trawa jest tak zielona jak u nas w maju. Lubię oglądać te znane mi tylko z jesiennej aury miejsca w wiosennej odsłonie. Rodzi się we mnie tęsknota do powrotu do tego pięknego, niezwykłego miasta.

Córeczka przy pracy w oxfordzkim słońcu

Wiosna na starym cmentarzu w środku miasta. Oxford.

1-4 wiosenne, oxfordzkie migawki w drodze na uniwersytet.

1, 2 początek wiosny w Oxfordzie // 3 lubię takie stare cmentarze. No i ta słynna angielska trawa :-) // 4 w uniwersyteckiej pracowni

Na kopiec Powstania Warszawskiego na warszawskim Mokotowie planowaliśmy wybrać się już wielokrotnie, ale nigdy wcześniej nam się nie udało. Ten kopiec powstał z gruzów zniszczonej w czasie wojny Warszawy. Porasta go roślinność rudelarna czyli taka, która porosła samoistnie tamtejszy gruz. Zachowany gruz można oglądać w gabionach u stóp kopca.  Na szczyt dostaniemy się dwiema drogami: schodami i wąwozem. Na szczycie znajduje się platforma widokowa, na której stoi pomnik Polski Walczącej. Można z niej podziwiać zachody słońca i widok na miasto. 
Parę lat temu w Czytelni Naukowej przeglądałam roczniki magazynu "Stolica" z lat 50-tych i 60-tych. Wtedy naoglądałam się zdjęć ze zniszczonej Warszawy. Mimo, że takich zdjęć widziałam w swoim życiu dużo i moja rodzina pochodzi z tego miasta, więc wojennych i powojennych historii słyszałam wiele, to taka skumulowana dawka fotografii zrobiła na mnie wielkie wrażenie. Cieżko przejść obojętnie obok tego prawdziwego gruzu. Wyobraźnia wchodzi na przyspieszone obroty i zaczyna się widzieć jak ciężkie musiało to być życie, a jednocześnie jak wielka wola przetrwania i stworzenia namiastki normalności była w jego mieszkańcach.

W promieniach zachodzącego, zimowego słońca.

Gabiony wypełnione gruzem zniszczonej Warszawy

1, 3, 4 gabiony wypełnione gruzem zniszczonej Warszawy // 2 życie się toczy wśród gruzów - pierwsze reklamy

Opalenizna z lutego utrzymuje się jeszcze na naszych ciałach

1 pomnik Polski Walczącej na szczycie kopca // 2 2-4 kolejny zimowy spacer u schyłku dnia - tym razem Łazienki Królewskie

Wśród pochmurnych marcowych dni w prognozie pogody pojawił się słoneczny dzień. Postanowiliśmy wykorzystać go na małą wycieczkę na Podlasie. Region, który bardzo lubię i który parę lat temu często odwiedzałam. Kwarantanny covidowe i późniejsze zamknięcie dużych obszarów, zniechęciło nas do podróży w tamtym kierunku. Teraz to zmieniamy. Wracamy na Podlasie do ulubionych i nowych miejsc. Jedną z takich nam znanych jest miejscowość Kruszyniany zamieszkiwana przez Tatarów. Lubię poznawać ich historię, kulturę i wspaniałą kuchnię. Tak naprawdę to specjalnie wybraliśmy się na obiad do Tatarskiej Jurty i przy okazji chcieliśmy pojeździć po okolicy (i kupić podlaski ser i masło). 
W czasie jednej z wcześniejszych wizyt w tym regionie przyjechaliśmy w pewien letni, upalny dzień do Tatarskiej Jurty na obiad i... na drugi dzień też tam wróciliśmy. Tatarskie jedzenie, które tam serwują jest wspaniałe, a gościnność właścicieli i ich rodziny niesamowita. Te tatarskie dania: pierkaczewnik, bielusz, kryszonka, manty, czebureki, pilaw, shavia, banash... zostają w pamięci. Przyznaję, że przed tamtą wizytą niewiele wiedziałam o kulturze tatarskiej, a na tych terenach jest obecna od XV wieku! Ile niesamowitych historii można się dowiedzieć od założycielki tego miejsca Dżennety Bogdanowicz: o wspólnym życiu przez wieki muzułmanów i wyznawców prawosławia na tych terenach, o bogatej w smaku kuchni, o kulturze Tatarów, o powstaniu restauracji i ośrodka kultury, o obyczajach, o pożarze i wizycie księcia Karola w tatarskiej Jurcie... Na dzisiaj tyle. Opowiem Wam wkrótce więcej o tym wspaniałym miejscu.  

Na Podlasiu w marcu jeszcze trzyma zima

1-4 uwielbiam tę drogę przez las do Kruszynian

Tatarska Jurta. Na stół wjeżdża drożdżowe prosto z pieca.

1 Tatarska Jurta w nowej odsłonie. Na nowo wybudowana (po pożarze) // 2, 3 bardzo mi smakują te tatarskie dania, a surówki są niezwykłe w smaku. // 4 zawsze zamawiamy - napój z rokitnika
1 dekoracje w restauracji związane są z kulturą tatarską // Dżenneta i Mirosław Bogdanowiczowie - założyciele tego niezwykłego miejsca _ Tatarskiej Jurty // 3 serdeczność i gościnność w Tatarskiej Jurcie jest wielka. Wracamy z takimi darami. // 4 wizyta księcia (teraz króla) Karola w tatarskiej Jurcie w 2010 roku


Tatarska Jurta
Kruszyniany 58
16-120 Krynki
woj. podlaskie

czynne od godziny 11.00 do 17.00
w piątki, poniedziałki i wtorki: zamknięte


W drodze powrotnej krążyliśmy po podlaskich wsiach i miasteczkach, żeby obejrzeć kolorowe, drewniane cerkwie. Jest ich na tym terenie około 150. Kolory cerkwi maja znaczenie, bo z każdą związana jest pewna symbolika. Niebieskie cerkwie poświęcone są Michałowi Archaniołowi lub Matce Bożej. Zielone Duchowi Świętemu, brązowe męczennikom, zaś żółte Chrystusowi, apostołom lub biskupom. Czasami po remoncie zmieniano pierwotny kolor, ale zasadniczo po kolorze elewacji można dużo się dowiedzieć. Niezwykłe są te intensywne kolory na tle bezlistych drzew i szarego, pozimowego krajobrazu.

Cerkiew pw. Opieki Matki Bożej w Puchłach

1 meczet tatarski w Kruszynianach // 2 cerkiew pw. św. Michała w Trześciance // 3 cerkiew pw. św. Mikołaja w Michałowie
  // 4 cerkiew pw. Podwyższenia Krzyża Pańskiego w Narwi 

Meczet tatarski w Kruszynianach

Zachód słońca oglądaliśmy nad rozlewiskiem Narwi. Nikogo w zasięgu wzroku, żadnych świateł miasta ani hałasu. Czasami ciszę przerywał tylko dźwięk przelatujących żurawi. Mam wrażenie, że cisza i ciemność to prawdziwe luksusy we współczesnych czasach. Żyję na codzień w mieście i od paru lat bardzo doceniam to. W mieście nie można zaznać ciszy nawet w nocy. Szum samochodów słyszalny jest zawsze, światło latarni rozjaśnia nawet największe ciemności. Rozumiem, że takie są "uroki" życia miejskiego, ale tym bardziej doceniam takie chwile, jak tamta nad rozlewiskiem rzeki. Przejeżdżaliśmy przez wioski i miasteczka długo po zachodzie słońca i tylko w nielicznych domach świeciło się światło. Dużo z tych podlaskich domów zostało opuszczonych i dużo zamieniło się w domy weekendowe. W niektórych podlaskich wioskach domy są barwne albo mają bogato dekorowane okiennice. Lubię tą regionalną różnorodność w architekturze, ale też w kuchni i produktach spożywczych. W takich miejscach zawsze staram się kupić jakieś miejscowe produkty z lokalnych wytwórni. Czasami są to sery albo masło (z mleczarni w Hajnówce), domowe konfitury, miejscowe miody czy wypieki. Z jednej strony jest to wsparcie małych, lokalnych producentów, a z drugiej odkrywanie nowych smaków.

1 małe zakupy lokalnych produktów // 2, 3 bogato zdobione okiennice w starych domach w wiosce Soce // 4 cerkiew w Gródku pw. Narodzenia NMP

Takie chwile są bezcenne: cisza, pustka, piękno i zapadający w sen dzień

1, 2, 4 nad Narwią zapada noc // 3 spotkaliśmy żubry w naturze. Żyje ich na Podlasiu ponad tysiąc

Świeże kwiaty w domu przez cały rok, to mój własny luksus. Czasami są to duże bukiety, czasami kilka kwiatów. Latem przeważnie jakieś rośliny zebrane w rowie czy na łące. Często kupuję na targu od kwiaciarza. Nawet jak zaopatruję się w kwiaty w kwiaciarni, to nie są to gotowe bukiety. Lubię kupować je pojedynczo i samodzielnie układać w wazonie. Trochę na stół, trochę do sypialni i parę do łazienki. Lubię kupować też kwiaty na giełdzie kwiatowej. Tam jest zawsze duży wybór. Sezonowo kupuję tam peonie, dalie, jaskry, anemony, mimozę... i prawie zawsze pęczek eukaliptusa. Lubię bardzo rośliny, które są dodatkami do kwiaciarnianych bukietów. Czasami to właśnie te rośliny stoją u mnie w wazonach. Zdarza mi się kupować kwiaty w czasie wyjazdów. Lubię zaglądać do kwiaciarni za granicą. Czasami w hotelu czy wynajętym mieszkaniu stawiam kwiaty w słoiku po konfiturach czy w szklanej butelce. Tak samo jak pęk peonii cieszy mnie gałązka z rozwijającymi się młodymi listkami. 

Te róże są przepiękne

1, 3, 4 jaskry to jedne z moich ukochanych kwiatów // 2 wiosną musi w moich wazonach stać mimoza

1, 2, 4 anemony, jaskry we wszystkich kolorach - piękne, ale i tak najczęściej kupuję białe lub blado różowe // 3 czasami na giełdzie kwiatowej kupuję ładny papier albo wstążki

Czas na nowe wypieki i przepis dla Was

W marcu sporo gotowałam i piekłam, ale chyba jeszcze więcej siedziałam w książkach kucharskich i w wymyślaniu nowych przepisów. Lubię tą twórczą pracę. Te momenty, kiedy w głowie buzuje mi od pomysłów. Polubiłam nocne gotowanie (chociaż żałuję tego na drugi dzień rano :-)). Lubię moje ciężkie, żeliwne garnki (chociaż muszę myć je w ręku ;-)), patelnie ze stali węglowej (chociaż muszę myć je w ręku ;-)), a ostatnio wyczyściłam stare miedziane garnki, które parę lat temu wyniosłam do piwnicy. 

1 zapraszam na weekendowe śniadanie // 2 marchewka z Tatarskiej Jurty - zachwyciła mnie smakiem. Kupiliśmy dodatkową porcję na wynos, bo była taka dobra // 3 a to moja marchewka. Jest pyszna. Przepis będzie w książce // 4 te bułeczki... smakują jak smażone na maśle grzaneczki

Bagietki najchętniej kupuję w lokalnej, rzemieślniczej piekarni

Podobał Wam się mój pomysł na uformowanie kruszonki w kulki 

1 przy tej kulkowej kruszonce jest trochę toczenia, ale efekt wart jest pracy // 2, 3 te drożdżówki z serem mój mąż uwielbia, więc... upiekłam je dwa razy w marcu // 4 torta Mimosa - to pyszne i efektowne ciasto

Szwajcaria - kraj, który uwielbiam i staram się poznać od każdej strony. Lubię dzielić się z Wami moimi odkryciami i doświadczeniami z podróży do niej. Interesuję się kulturą, historią i polityką tego kraju, żeby lepiej Szwajcarię poznać i zrozumieć. Podróże tam, to zawsze dla mnie wspaniała przygoda. Lubię spotkania organizowane przez "My Switzerland" - szwajcarską organizację promującą turystykę do tego kraju. Zawsze wychodzę z nich pełna nowych informacji i... pragnienia tam pojechania znowu jak najszybciej. Ostatnio tak się zagadałam z przedstawicielami regionów i szwajcarskich instytucji, że zdążyłam skubnąć tylko kawałek sera - ale jakiego! Oczywiście Gruyera :-)

1 lubię bardzo te spotkania z JE ambasadorem Szwajcarii Fabrice Filliez // 2 z Rafałem byłam w zeszłym roku w Szwajcarii na mistrzostwach w piłce nożnej kobiet. WSPANIAŁY kompan w podróży // 3 oczywiście był też ser // 4 foldery, informatory, mapy - UWIELBIAM

1 w drodze na targ - jestem w fazie szkockich kratek // 2 marchew to ostatnio moje ukochane warzywo. ta z targu nie ma sobie równych // 3 najprostsze wianki z bukszpanu - uwielbiam // 4 czuć na targu już zbliżającą się Wielkanoc

1 na moim targu fioletowe ziemniaki są po 3,50 // 2, 3 sery i twarogi z małych mleczarni można kupić na moim targu - uwielbiam tę różnorodność smaków // 4 ulubiony sprzedawca z targu - bez pogawędki nie ma zakupów

1 dzielnicowa wymiana słów // 2 rozmawiamy do późna i... składamy papierki po czekoladkach - nocne origami // 3 zamówiłam tę puszkę z limitowanej kolekcji szwedzkiej marki porcelany i starej palarni kawy, bo... stwierdziłam, że będzie idealna do domku nad morzem i... okazało się, że po chwili jest niedostępna i osiąga niebotyczne ceny // 4 w Dzień Kobiet koło metra czekały drożdżówki - do tej pory zastanawiam się kto to zorganizował

1-4 spotkania z przyjaciółmi - jedna z najważniejszych rzeczy w życiu - przyjaźń

Ten człowiek jest jak najlepsze wino.

W moim rodzinnym domu celebrowało się urodziny. O imieninach też się pamiętało, ale to urodziny zawsze były najważniejsze. Ja nie mam imienin, więc tym bardziej urodziny były dla mnie jedyne do celebrowania. To zawsze w naszym domu było święto dwóch osób. Solenizanta i jego mamy. W domu, który stworzyliśmy z moim mężem też świętujemy przede wszystkim urodziny. W marcu ma je mój towarzysz podróży przez życie, człowiek, który potrafi mnie rozśmieszać, człowiek, z którym nigdy nie brakuje mi tematów do rozmów, człowiek, który im starszy, tym bardziej mi się podoba. Mądry, wysportowany i potrafiący wszystko naprawić. Człowiek, który zawsze daje się namówić na wyjazd do Szwajcarii :-). Kochanie, dobrze iść razem z Tobą przez życie. 

1, 4 będzie pavlova // 2 jeszcze nie są z Polski, ale cieszą już bardzo // 3 sos berneński - UWIELBIAM

1-4 na chwilę odłożone pudełko od przesyłki stało się ukochanym miejscem na cały miesiąc

Warszawa

1, 4 w nowej restauracji "Warszawski Tygrys" // 2, 3 lubię wracać przez centrum Warszawy wieczorem

Może kiedyś nauczę się robić zdjęcia księżycowi

1-4 na warsztatach zorganizowanych przez "Sokołów"

Handmade

Od początku miesiąca zaczęłam myśleć o świętach. Menu w dużym stopniu jest stałe, ale lubię wymyśleć też coś nowego. Dekoracje ustawiam dwa tygodnie wcześniej i w dużym stopniu są takie same co roku. Marmurowe jajka kupione we Włoszech, kilka ozdób z betonu, wianki w większości samodzielnie zrobione... Przez cały miesiąc mam dom udekorowany białymi kwiatami: hiacyntami i szafirkami. Do tego robię samodzielnie barwione naturalnie pisanki. Lubię te świąteczne przygotowania do wiosennych świąt. Są one dla mnie spokojniejsze niż Boże Narodzenie i za to też je lubię ;-) 

1-4 biorę się za pisanki barwione hibiskusem

A te barwione są kurkumą i hibiskusem

1 sernik z dodatkiem wędzonego sera - niezwykły w smaku // 2 te pisanki lśnią w słońcu - barwione są czerwonym winem // kurkuma i hibiskus // najprostszy wianek z bukszpanu z szyfonową wstążką

Lubię te marmurkowe wzory

Wymyśliłam sobie świąteczną dekorację i... zaczęło się szukanie ramy. Przejrzeliśmy wszystkie wolne, ale... ostatecznie wykorzystałam najprostszy blejtram. Pomalowany na biało, zyskał siatkę ze sklepu budowlanego i... mogłam wziąć się za wtykanie w niego suchych kwiatów.

1, 4 nocne prace z blejtramem // 2, 3 czy któraś z tych ram będzie odpowiednia?

I wyszło tak

1 dobrze, że mam duży zapas szwajcarskiej czekolady // 2, 4 mazurek marcowy - z czarną porzeczką i namelaką z białej czekolady // 3 bazie to moi ulubieńcy w świątecznym zdobieniu

W niedzielę rano przy porannej kawie, mąż powiedział o nowej wystawie malarstwa, a we wtorek rano byliśmy w drodze. Taka wyprawa spontaniczna z błyskawicznymi przygotowaniami. Hotel, umweltplakette (winieta na wjazd do centrum niemieckich miast) i szybkie przyrządzenie posiłku na drogę. Prognoza zapowiadała na ten dzień słoneczną i ciepłą pogodę, więc chciałam, żebyśmy zrobili sobie mały piknik.  Nie przepadam za jedzeniem na stacjach benzynowych i w fast foodach. Ostatni raz w Niemczech próbowaliśmy znaleźć coś innego i trawienie tego posiłku wspominamy do tej pory :-). Co chętnie przyrządzam na drogę? To samo co przyrządzam dla domowników, kiedy zajęta jestem gotowaniem na święta - coronation chicken. Do tego surówka z młodej kapusty z imbirem i kilka produktów, które były w domu: małe pomidorki, wędzone serki i... szwajcarskie ciasteczka. I dobry chleb z lokalnej piekarni. 

Pierwszy piknik w sezonie

1 jeszcze chleb na drogę // 2 nie ma pikników bez tych akcesoriów: noża Opinel i szwajcarskiego scyzoryka // 3 to. miasto miejscami przypomina Sopot // 4 witaj Poczdamie

Wystawa Brancusi w Berlinie

Constantin Brâncuși - rumuński rzeźbiarz, urodzony w drugiej połowie XIX wieku to niezwykły artysta. Pochodził z prostej, wielodzietnej, chłopskiej rodziny. Był praktycznie niepiśmienny. Po szkole Sztuk Pięknych w Bukareszcie wyruszył PIESZO do Paryża. Początkowo żył wręcz w nędzy. Pracował jako pomywacz, kościelny i śpiewak w cerkwi. Po otrzymaniu stypendium rozpoczął studia w École des Beaux-Arts w pracowni Jeana Antonina Mercie’go.
Do kręgu jego przyjaciół należeli, miedzy innymi, Modigliani, Picasso, Juan Gris, Marcel Duchamp, Apollinaire, Ezra Pound, James Joyce, Eric Satie... Ten niesamowity rzeźbiarz urodzony 150 lat temu, tworzył rzeźby, które nawet współcześnie mogą wydawać się nowoczesne. Ich kształty są doskonałe. Prace Brancusiego były wielką inspiracją dla prac mojej córki.

Wystawę Brancusi można oglądać w Berlinie w Neue Nationalgalerie do 9 sierpnia 2026 roku

Wystawa Brancusi w Berlinie

Brancusi 

1-4 wystawa Brancusi w Berlinie

Brancusi 


Sklep muzealny w Neue Nationalgalerie w Berlinie

Uwielbiam sklepy muzealne. Oczywiście jedne są lepsze, drugie gorsze, ale zasadniczo dobór przedmiotów tam sprzedawanych jest wyjątkowy. Uwielbiam te wszystkie kartki z reprodukcjami obrazów, plakaty z wystaw, albumy, książki (często też książki kucharskie) i dużo, dużo innych pięknych rzeczy. Te sklepy w niemieckich muzeach były przepiękne. Różnorodne, z bogatym asortymentem przedmiotów dla dzieci i dorosłych. 

1 w Neue Nationalgalerie // 2 jak ja lubię takie książki // 3, 4 ktoś pamięta takie zabawki

1 filcowe ozdoby // 2, 3 nasiona // 4 książka kucharska

1 to jest czepek kąpielowy // 2 te filcowe dekoracje świąteczne mnie zachwyciły // 3 sklep w muzeum Berberini w Poczdamie // 4 podoba mi sie ta składana torba na zakupy

To jest obrus, którego bardzo żałuję, że nie kupiłam. To co widzicie, to nie cienie światła padające na obrus. To wzór na obrusie w cienie światła. Niezwykły.

Czyż te rzeczy nie są piękne?

Restauracja w jednym z berlińskich muzeów

Lubię sklepy muzealne, ale też bardzo lubię wszelkie muzealne kawiarnie i restauracje. Najczęściej są piękne i można tam bardzo dobrze zjeść. Warto czasami sobie zrobić przerwę (szczególnie w dużym muzeum) na kawę czy posiłek. Nawet po to, aby dać mózgowi przerwę. 

W muzealnej restauracji currywurst w wersji domowej - świetna

1 sznycel i sałatka ziemniaczana - prawie jak w Wiedniu // 2 po całym dniu zwiedzania berlińskich muzeów wybraliśmy na kolację wietnamską restaurację - to było pyszne // 3 niemiecki street food - ja chciałabym, żeby w Polsce można było bez problemu kupić takie dobre bułki // 4 Rote Grütze w naszym hotelu podawano na śniadanie. To była wersja domowa - zakochałam się w tym smaku

Będę wspominać smak tej sałatki z zielonej papai

Ta patera Royal Copenhagen to moje marzenie. Droga jak nie wiem co, ale piękna. Kiedyś taką będę miała.


W czasie podróży do Berlina i Poczdamu odwiedziliśmy w sumie 5 muzeów i... jeden sklep (tak przez pół godziny). No dobrze, były sklepy muzealne i jeszcze spożywczy przed wyjazdem, żeby zrobić zakupy na śniadanie w Polsce. Szybka rundka po wielkim domu handlowym (ale tylko. po jednym piętrze) i małe zakupy. Popatrzyłam sobie na dużo pięknych rzeczy i miałam już dość. Ilość bodźców artystycznych była tak duża, że już nie miałam siły na inne bodźce.

1 uwielbiam porcelanę Royal Copenhagen // 2 zachwyciły mnie te filcowe ozdoby // 3 uroczy kolor // 4 jak w Paryżu

Ulubiony szampan Perrier-Jouët

Szampan Perrier-Jouët to zdecydowanie mój ulubiony szampan. Ma piękną, ręcznie malowaną butelkę i cenę... też piękną. Dlaczego mam do niego taki sentyment? Dostałam takiego szampana w prezencie od taty na moje 18 urodziny. Gdzie go zdobył w tamtych czasach nie chciał powiedzieć (tak samo jak załatwił w urzędzie nadanie mi imienia Lorentyna, którego nie było w kalendarzu ani w spisie imion). To był mój pierwszy wypity prawdziwy szampan w życiu. Nie zapomnę tego lekkiego szczypania bąbelków na końcu języka i na podniebieniu, tak innego od szczypania bąbelków wina musującego. Tego smaku, który zmieniał się w ustach. Sentyment pozostał, tak jak i pusta butelka po tym pierwszym szampanie. Na któreś okrągłe urodziny dostałam też tego szampana od męża, który poznał historię i mój sentyment do niego. To było wzruszające. Ilekroć widzę butelkę Perrier-Jouët, to wspomnienia wracają i zawsze się uśmiecham i...myślę o tacie.

Przepiękne są te ręcznie robione, wełniane dekoracje.

1-4 rzeczy, które mi się podobają

1-4 rzeczy, które mi się podobają

Paryskie klimaty w Poczdamie

1-4 Berlin

Do muzeów rodzice zabierali mnie już jako małe dziecko. To samo robiłam z moimi dziećmi. W moich wspomnieniach z dzieciństwa nie ma zmęczenia. Po takich wizytach siedziałam i rysowałam godzinami. Do tej pory lubię bardzo muzea. To jest chyba moje pierwsze poszukiwanie, kiedy organizuję wyjazd do nowego miasta. Lubię delektować się sztuką, ale czasami urządzam sobie muzealne maratony, bo... nie miałabym innej możliwości obejrzenia tego co chcę. Nie jest to sytuacja komfortowa, ale wolę to niż rezygnację. 
Idę wtedy przez muzeum i patrzę, patrzę, patrzę i zatrzymuję się przy obrazach, które wzbudzają u mnie emocje. 
W Berlinie i Poczdamie obrazów wywołujących we mnie emocje było bardzo dużo. 
 
Popiersie Nefretete od 1913 roku znajduje się w Berlinie. Ta piękność ma 3400 lat! 

1-4 w berlińskich muzeach

1-4 w berlińskich muzeach

1-4 w berlińskich muzeach
1-4 Poczdam


W muzeum Barberini w Poczdamie znajduje się druga co do wielkości (po Paryżu) kolekcja impresjonizmu. Lubicie impresjonizm? Jedźcie do Niemiec. Do 7 czerwca odbywa się tam doskonała wystawa "Avant - Garde: Max Liebermann i impresjonizm w Niemczech". Do tego jest bogata wystawa stała. Zachwyciło mnie to muzeum. Doborem doskonałych obrazów, kameralnością i najlepszym z ostatnio odwiedzanych sklepików muzealnych. Poczdam jest zaskakujący: piękny, kompaktowy, przyjazny i tak blisko Polski. Nie przytłacza wielkością, hałasem, a jednocześnie jest. tak blisko Berlina, że można zrobić sobie wycieczkę do tego miasta. My w hotelu dostaliśmy bilety na komunikację po Poczdamie, Berlinie i pomiędzy tymi miastami.

1-4 muzeum Barberini w Poczdamie

1-4 muzeum Barberini w Poczdamie


1-4 muzeum Barberini w Poczdamie

Dzielnica holenderska w Poczdamie

W Poczdamie jest dzielnica jakby wyjęta z holenderskich pocztówek. Pełna uroczych sklepików, kawiarni i restauracyjek. Ceglane kamienice, białe obramowania okien, wykusze... to wszystko tworzy niesamowity klimat. Warto tam pójść w czasie wizyty w mieście.

Dzielnica holenderska w Poczdamie

Dzielnica holenderska w Poczdamie

W tym budynku mieszkali gdańscy dziadkowie mojego męża

W Poczdamie zrobiliśmy zakupy spożywcze przed wyjazdem i popołudniu wyruszyliśmy do Gdańska na dwa dni. Lubię odwiedzać Sopot i Gdańsk - miasta rodzinne mojego męża. Ta bliskość ukochanego morza to dodatkowy atut tych wyjazdów. Na drugi dzień rano pojechałam do Gdańska po chleb do nowej, rzemieślniczej piekarni i wróciłam do Sopotu na targ po... chrzan w korzeniu. Pochodziłam po uliczkach starego miasta, popatrzyłam na miejsca związane z historią gdańskiego teścia rodziny, potem pokluczyłam wśród sopockich willi - rodzinnych stron mojej teściowej. I 25 tysięcy kroków i zakupy miałam zrobione do 9.00 rano. Lubię te miejsca, historie, lubię podawać śniadanie na starej porcelanie z sopockiego domu, lubię stare zdjęcia przodków, lubię słuchać opowieści z dzieciństwa mojego męża i lubię, że nad głową przelatują mewy, a nie gołębie. 
1-4 Gdańsk

Poranny Gdańsk

1-4 Gdańsk

1-4 Gdańsk

Święta coraz bliżej

1, 4 w gdańskiej piekarni // 2 na targu w Sopocie // 3 stacja Sopot - Wyścigi

W soboty na sopockim targu odbywa się pchli gtarg

1 sopocki pchli targ // 2 szparagi z Hiszpanii trzy razy droższe niż w Niemczech // 3 rybne przetwory w dużym wyborze - w końcu jesteśmy nad morzem // 4 nie jest łatwo kupić pasternak i ciemną marchew w tej cenie w Warszawie

A chrzan w Warszawie po 30 złotych

Na starej rodzinnej porcelanie szparagi z Niemiec

1, 3, 4 nadmorskie śniadania // 2 Rote Grütze - przepyszne. Nawet to ze sklepu

Nad łóżkiem w sypialni, którą zajmujemy w domu teściowej wisi ta piękna kobieta - Leonia z Bariatyńskich Sayn - Wittgenstein. Uwielbiam tą litografię 

1-4 przodkowie
Pamiątki z wyjazdu do Niemiec. 1 ręcznie robione z wełnianego filcu bazie // 2 niemiecka musztarda // 3 uchwyt Staub do utrzymywania pokryw w żeliwnych garnkach // 4 ulubione niemieckie konfitury

Ten sernik baskijski z wędzoną nutą jest niesamowity (przepis na blogu)

1 udało mi się kupić świece Royal Copenhagen. Będą pasowały do zastawy // 2 a teraz 14 godzin kąpieli jajek w winie // 3 naturalnie barwione // 4 te dekoracje mam od lat i cały czas bardzo je lubię

Cementowe jajka

Wiesław Myśliwski

29 marca zmarł Wiesław Myśliwski - autor jednej z najpiękniejszych książek jakie przeczytałam - Traktat o łuskaniu fasoli. Miał 94 lata, więc to zacny wiek, ale i tak bardzo poruszyła mnie ta wiadomość. Trzeba czytać książki, które pozostawił, bo takich pisarzy, mistrzów pięknego języka jest coraz mniej.

Na targu w Warszawie

Wróciliśmy z podróży i szybko wpadliśmy w wir obowiązków i pracy. Pod koniec miesiąca miałam już gotowe, świąteczne menu i listy zakupów. Ruszyłam na targ po pierwsze sprawunki i nie odstępowała mnie myśl: dlaczego zapomniałam w Niemczech kupić taki śliczny, różowy i tani rabarbar?

1 ciepło nie jest // 2 jeszcze poczekam z jego zakupem // 3 cena szparagów spada prawie z dnia na dzień // 4 chrzan to powinnam kupić w Sopocie

1 jedne z ulubionych odmian jabłek - cena taka, że tylko kupować // 2 mrożony rokitnik - robię miejsce w zamrażarce i kupuję // 3 na moim lokalnym targu jednak ceny niższe // 4 ulubione stoisko z bakaliami

1 i bagietkę poproszę // 2 o tym nowym/starym garnku do kawy opowiem Wam niedługo // 3 czas odkurzyć półki i wypolerować sztućce // 4 zaczynam świąteczne gotowanie - garnków mam dużo, ale kuchenka mogłaby być większa

Marzec minął mi błyskawicznie. To był taki czas spontanicznych wypadów: bliższych i dalszych. Miesiąc jedzenia dużych ilości marchewki i picia kawy z perkolatora. Czas planowania i wielu rozmów. Czas barwienia pisanek i poszukiwania jajek w białych skorupkach. Czas celebrowania, delektowania się chwilą i wzruszeń. 
To był dobry czas.

A co nam przyniesie kwiecień?

Komentarze

Popularne posty