Kwiecień. Ten miesiąc był jak codzienne świętowanie urodzin. Intensywny, radosny, niezapomniany, ekscytujący i zaskakujący. Pełen wspaniałych emocji, fajnych i ciekawych ludzi, bliskich przyjaciół i masy odkryć. Dużo było w nim podróży, trochę zimy, trochę lata, były góry, było morze. Obfitował (aż za bardzo ;-)) w nowe smaki i pyszne jedzenie. Ile w nim było wzruszeń i radości. A zapowiadał się tak spokojnie...

Jak zawsze przed świętami wydaje mi się, że wszystko mam rozplanowane perfekcyjnie i ze wszystkim zdążę, ale... zawsze jest tak samo. Ostatnia prosta jest intensywna. Tak, wiem, że dużo rzeczy robię i za dużo planuję, ale jednocześnie, żeby nie popadać w samobiczowanie ;-), myślę, że rzeczywiście całkiem dobrze jestem zorganizowana. Pod koniec marca miałam już udekorowany świątecznie dom, więc oprócz ostatnich porządków zostało kupienie na ostatnią chwilę świeżych kwiatów i malowanie pisanek przez córkę we wzory inspirowane porcelaną Royal Copenhagen, która miała być w użyciu na świątecznym stole. W zeszłym roku córka też malowała, ale ugotowane na twardo jajka. Nie chciałam ich wyrzucać, bo były tak piękne. Myślałam, że jajka się wewnątrz zasuszą i te pisanki przetrwają. Niestety tak się nie stało, o czym przekonał się syn zajmujący się kotem podczas naszego wyjazdu. Jajka popękały i... śmierdziały tak strasznie, że syn szukał rozkładającej się padliny po domu. Podejrzewał ju≥ż niewinnego kota, że gdzieś w domu ukrył mysz, a to były tylko pisanki. Są rzeczy, które śmierdzą potwornie - do nich można zaliczyć zepsute jajka. W tym roku nie chciałam już popełnić tego błędu i na szczęście udało mi się kupić idealnie białe wydmuszki. Byłam tak podekscytowana ich zdobyciem, że kupiłam dwa opakowania. Oznacza to jedno - mam na stanie 60 białych wydmuszek. Będziemy je dekorować przez najbliższe parę lat ;-)

 |
| 1, 4 jajka barwione w czerwonym winie // 2 te czekoladowe jajka będą ozdobą wielkanocnych ciast. Są tak dobre, że znikały niepostrzeżenie // 3 wszystkie naturalnie barwione |
Córka wyjechała we wrześniu zeszłego roku na studia za granicę, więc poznałam już co się czuje, kiedy dziecko przyjeżdża do domu raz na parę miesięcy. Ten moment przyjazdu, powitania, jest tak niezwykle wzruszający i pełen emocji, że trudno pohamować łzy. Może to ja jestem nadmiernie emocjonalna, ale uwielbiam tę chwilę, kiedy wyłania się zza drzwi na lotnisku. Czekając na nią, lubię patrzeć na innych. Ile emocji kryje się na ich twarzach. A kiedy zza drzwi wyłaniają się ich bliscy, to już mało kto ukrywa uczucia. Przypomina to mi trochę lotniskową scenę z filmu "To właśnie miłość". Tylko muzyki brak.
Przed świętami z samolotu z Londynu wyłaniają się pary z dziećmi, które wpadają w objęcia czekających starszych rodziców, zakochani, którzy mają za sobą jakąś rozłąkę, starsze panie, które urodziły się zapewne dawno temu w Polsce, ale prawie całe życie spędziły za granicą... Te emocje, które nagle pojawiają się na twarzach czekających, którzy dojrzą swoich bliskich. Zapewne ze mną jest tak samo. Warto to przeżyć i warto tego zaznać. I warto wychodzić na lotnisko po ważnych dla nas ludzi. Kiedyś mój mąż bardzo dużo podróżował samolotem służbowo i stało się to tak powszechne, że rzadko kiedy jechałam po niego na lotnisko. Teraz myślę, że warto to robić. Kiedy wracam z jakiejś samodzielnej podróży, a on na mnie czeka, żeby zabrać mnie do domu... To jest piękne i przemiłe.
 |
| 1 samolot wylądował, więc już niedługo będziemy razem // 2 tak przyznaję, śledzę loty, kiedy moje dzieci gdzieś lecą // 3 i już Cię mam znowu // 4 piknikowy koszyk z Fortnum & Mason przyleciał z córką. Jest tak duży, że nie zmieścił się do schowka, więc przeleciał trasę u stewardes |
 |
| Święta tuż, tuż więc czas zacząć gotowanie |
 |
| 1 mój wymarzony płaszcz ze szkockiego tweedu przyleciał razem z córką. Teraz już nie wyczekuję upałów, bo chciałabym w nim jeszcze trochę pochodzić // 2 formy na babki zostały wymyte i wyszorowane, ale przejdą jeszcze wyparzanie w zmywarce // 3 sto jaj? co to dla mnie. Zawsze za mało. Tak jak i masła // 4 jeden stół - wspólna praca. Malowanie pisanek i obieranie warzyw. |
 |
| 1 perkolator zwany przeze mnie pyrkatorem // 2 ulubione mango chutney, więc można robić ulubione rodzinne danie na czas intensywnych prac - coronation chicken // 3 w przedświątecznym czasie w lodówce zawsze jest za mało miejsca, ale ja w lodówkowy tetris jestem dobra, więc jeszcze coś zmieszczę. // 4 żeliwne garnki zaprzągnięte do pracy. Garnków mi nie brakuje, ale... palników już tak |
Perkolator do parzenia kawy był marzeniem mojego męża od wielu lat. Taki garnek był w moim rodzinnym domu odkąd pamiętam. W weekendy kawa w nim pyrkała i jej zapach roznosił się. Mój tata przywiózł go z Usa w latach 60-tych czy 70 - tych. Był inżynierem i miał tam prawo pracy, więc od czasu do czasu tam wyjeżdżał, a potem przywoził różne rzeczy. Kiedy mój mąż mówi mi, że za dużo rzeczy pakuję czy przywożę, to opowiadam mu, ile rzeczy przywoził mój tata czy babcia. Oni co prawda przeważnie płynęli statkiem, więc mogli wziąć dużo bagażu, ale jak patrzę na to z perspektywy czasu, to rzeczywiście musieli mieć go bardzo dużo. W moim domu był między innymi mikser Kitchen Aid, który przypłynął statkiem z babcią w latach 50-tych. Ciągle sprawny w latach 80-tych trafił do jakiejś cioci. To jest coś, czego nie mogę odżałować, że zostało oddane.
Tak więc wracając do tematu perkolatora. Był w domu i służył latami. Mój mąż uwielbiał w nim robioną kawę. Garnek został kiedyś zawieziony do domku nad morzem i tam zaginęły jego części, a potem rozbiła się szklana końcówka w pokrywce. Nie żałowałam tej straty bardzo, bo nie miałam jakiegoś sentymentu do smaku takiej kawy. Wtedy wolałam (o zgrozo;-)) rozpuszczalną. Mąż za to cierpiał i wspominał perkolator parę razy w roku. Po którychś wspominkach... kupiłam stary perkolator w Szwecji. I wiecie co? Parzymy w nim codziennie kawę, w domu cudownie pachnie i teraz to też moja ulubiona kawa! Do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć ;-).
Ten nasz nowy (stary) perkolator, ma tak doskonale wyprofilowaną szyjkę, że nawet nie zdawałam sobie sprawy, że można tak dobrze nalewać coś z dzbanka.
Perkolator to rodzaj czajnika. Do dolnej części wlewa się wodę, a do górnej wsypuje kawę. Czajnik podgrzewa się na palniku, woda zamienia się we wrzątek i parę, która unosi się centralną rurką do góry, pod samą pokrywkę. Tam gorąca woda wylewa się na mieloną kawę. Proces powtarza się wielokrotnie, tak więc w pewnym momencie kawa zaparza mielone ziarna kawy. może taki napój nie jest najzdrowszy, ale za to intensywny i pyszny. Pierwsze perkolatory opracowano w Stanach Zjednoczonych na początku XIX wieku, tak więc nie jest to kawowy włoski wynalazek.
 |
| 1 po kwiaty pojechałam przed wschodem słońca // 2 na śniadanie będą chlebki ziemniaczane // 3 myślałam, że jestem TAKA mądra i nie będę stała w kolejce, jeżeli przyjdę do piekarni przed jej otwarciem. Takich mądrych było bardzo dużo :-) // 4 ulubiony ser do świątecznych wypieków. Ciągle się dziwię jak można nazwać mleczarnię: TORNADO II. Nazwa dziwna, ale ser i mleko mają doskonałe. |
 |
| 1 pisanki malowane przez córkę pasują do porcelany // 2 nakrycie będzie proste i stonowane. // 3 udało mi się kupić świece Royal Copenhagen// 4 białe jaskry muszą być na świątecznym stole |
Na Wielkanoc przyrządzam co roku w większości te same potrawy. Każdy ma coś ulubionego i specjalnie dla tej osoby robię to danie. Za to wszyscy są zgodni co do paschy: musi być jej dużo. I co roku słyszę to samo: zrobiłam za mało. W tym przyrządziłam z 3 kilo sera i dwudziestu żółtek. Oczywiście było za mało :-). Nie myślcie, że my tyle zjadamy przy stole :-). Ja zawsze szykuję duże paczki ze świątecznym jedzeniem dla gości. W tym szykowałam na cztery domy.
Moja mama poprosiła, żebym zrobiła dużo galaretki z kurczaka, bo w mojej wersji jest przepyszna. Zrobiłam. Tą galaretką mogłabym wykarmić pół dzielnicy;-)
Zaskoczyła mnie niesamowicie duża ilość Waszych próśb o przepis na nią. Jak starczy Wam takie jej zdjęcie jak poniżej, to będzie.
Lubię świąteczne jedzenie, ale nie lubię go jeść przez kilka dni. Umówiliśmy się z przyjaciółmi na... wyjadanie świątecznych resztek. Oni przynieśli swoje, my podaliśmy swoje i tak trzeciego dnia, zakończyliśmy świąteczne jedzenie. A tak swoją drogą, to bardzo przyjemne jest smakowanie świątecznych potraw z innych domów. To już kolejne takie nasze resztkowe spotkanie. Chyba stanie się tradycją.
 |
| 1 kupiłam je dla niesamowitego zapachu // 2-4 spotkania przy stole - z rodziną i z przyjaciółmi |
 |
| Moja mama przy ozdabianiu pisanek |
 |
| 1, 3, 4 przy wielkanocnym stole zaangażowaliśmy nasze mamy w malowanie jajek // 2 przy babach wielkanocnych akwarele poszły w ruch |
 |
| 1 chyba ta pascha to ulubiony wielkanocny deser nasz i wszystkich naszych gości // 2 angielskie chlebki ziemniaczane mają wzięcie // 3 babka orzechowa z przepisu prababki - taka słodkość na przedświąteczny czas // 4 sernik Advocat - udał mi się ten przepis |
 |
| 1 pierwsza burza w tym roku // 2 jak ten czas szybko minął. Znowu trzeba jechać na lotnisko, ale teraz towarzyszy nam więcej smutku niż radości // 3 a ja znowu śledzę całą trasę // 4 z jednej strony zapewne jest zadowolony, że goście pojechali, ale z drugiej... całkiem nieźle głaskali |
 |
| I znowu na lotnisku. Tym razem nikogo nie żegnamy ani nie witamy |
Spontaniczny pomysł i błyskawiczne działanie. Lecimy z przyjaciółmi do Apulii. Na kilka dni, tylko z małym bagażem, z przemieszczaniem się jednym samochodem z miejsca na miejsce. Ten region południowych Włoch był mi nieznany, więc tym bardziej cieszyłam się na podróż. Tym bardziej, że miała być wspólna. Po przyjeździe na lotnisko mieliśmy trochę czasu (tak, to ja w tej grupie jestem jedyna za wczesnym przybywaniem na lotnisko :-)), więc poszliśmy na kawę. Wiem, że na lotnisku wszystko jest droższe, ale... kawa NIE powinna kosztować więcej niż na lotnisku w Zurichu czy w Londynie. Rachunek za nią to był mój "paragon grozy". Latte na owsianym 39 zł! Taka kawa przestaje smakować. Zawsze się dziwię, że do takiej kawy doliczają mleko roślinne, ale... nie odejmują już ceny mleka krowiego. Chyba jeszcze długo będę się dziwić w tym temacie, ale też długo nie zamówię kawy na Okęciu.
Kiedy już szliśmy do gate'u wypadła mi jedna słuchawka. Zorientowałam się w samolocie już po zamknięciu drzwi, więc już nic w tej sprawie nie robiłam, bo... i tak bym nic nie zdziałała. Po wylądowaniu zadzwoniłam do służb ochrony prosząc o jej odszukanie, bo. miałam jej lokalizację. Szukali dwa razy i nie znaleźli. Półtora dnia oglądałam jej położenie, a potem już nic. Przepadła. Miałam jeszcze nadzieję, że ktoś ją odda do biura rzeczy znalezionych, ale niestety nie oddał. Pewno wciągnęła ją jakaś maszyna sprzątająca albo to była zupełnie inna historia. Szkoda było mi tej straty, bo lubię słuchać książek w samolocie, tak samo jak lubię tak rozmawiać przez telefon, nie zmuszając innych do uczestniczenia w nich. Kiedy ja patrzyłam przez okno na świat pod nami, mąż kupił nowe słuchawki dostępne w sprzedaży na pokładzie samolotu. Kochany jest w tej trosce. A może nie chciał słuchać zasypiając tych kryminałów co ja ;-)
 |
| 1 i ja mam swój paragon grozy // 2 żegnaj Warszawo // 3 wschody i zachody słońca oglądam zawsze z wielką przyjemnością // 4 jedna tu, a druga tu |
 |
| Wieczorem Bari tętni życiem |
 |
| 1-3 pierwszy posiłek po dotarciu do celu zawsze jest przyjemnością, a ten był doskonały. // 4 mimo kolacji ktoś miał jeszcze ochotę na klasyczny, apulijski street food |
 |
| Odwiedzimy królową Bonę |
 |
| Chyba najbardziej lubię zwiedzanie o wschodzie słońca, kiedy miasto jest praktycznie puste |
 |
| 1 jednak jestem przyzwyczajona do innego wizerunku królowej Bony // 2, 3 bazylika w Barii // 4 św. Mikołaj też wygląda inaczej |
Bardzo lubię w czasie podróży wstawać na wschód słońca. Miasta są wtedy przeważnie puste, powietrze jest rześkie, a światło miękkie i nadaje murom niezwykłe barwy. To taki tylko mój czas. Budzący się dzień zawsze mnie zachwyca.
 |
| 1 takie kolory są tylko o poranku // 2 czy są tu inni miłośnicy starych domofonów // 3 tylko rano jest takie światło // 4 pierwsze orecchiette panie już zrobiły |
Gdzie prawie zawsze kieruję swoje kroki w czasie podróży? Na targ. Lubię oglądać sezonowe warzywa i owoce, przysłuchiwać się ludziom, patrzeć na te miejscowe rytuały kupna - sprzedaży, słuchać melodii języka, podpatrywać mimikę sprzedawców, zaglądać w koszyki i... zawsze mam ochotę coś kupić i ugotować z lokalnych produktów.
 |
| 1-4 w kwietniu już czuć wiosnę na targu |
 |
| 1 cały czas zastanawiam się co to jest // 2-4 te ceny... marzenie |
 |
| 1-4 już wiem co warto zamawiać teraz w restauracji |
 |
| 1-4 chodząc lubię spoglądać w górę |
 |
| Pasticiotto - trzeba i warto zjeść w Apulii |
Lokalny asortyment słodkich wypieków zawsze się znajdzie w kręgu mojego zainteresowania. Tutaj odkryłam kruche ciastko pasticiotto nadziane kremem pasticciera, często też z dodatkiem charakterystycznej w smaku wiśni amarena. Kiedyś nie lubiłam jej smaku. Wydawał mi się sztuczny. Teraz jest zupełnie inaczej. Amarena to mój smak. W Apulii było też dużo moich ulubionych bab w rumie. Zaskoczona byłam jednak, że nie było tu praktycznie słodkości z dodatkiem poziomek. W Neapolu o tej samej porze było ich zatrzęsienie. Królowały w cukierniczych witrynach. Pogoda jest podobna w obu regionach, więc spodziewałam się, że i tutaj będę się nimi cieszyć. Niestety, tutaj ich nie znajdziemy. Klasyczne ciastko tego regionu to pasticiotto. Kruche, lekko owalne, skrywające w swym wnętrzu krem. Niepozorne i pyszne. Po powrocie do domu, odtworzyłam ten smak. I to bardzo udanie.
 |
| 1-4 słodko i lokalnie |
Kawa we Włoszech to wręcz instytucja i religia. Espresso przy barze piję jak mieszkańcy. W dwóch łykach, szybko i kilka razy dziennie. Nawet na stacji benzynowej kawa jest pyszna i tania. Lubię próbować kaw z lokalnych palarni. Małych, niedostępnych w innych regionach, takich miejscowych. W czasie tego wyjazdu trafiliśmy na jedną kawę - caffe Gallitelli, która wręcz zauroczyła nas smakiem. Szłam potem 3 km przez miasto, żeby ją kupić w ziarnach. Nie będę miała takiego ekspresu jak Włosi, ale i tak będę miała radość z espresso.
 |
| 1 jedna na zimno - lokalna specjalność // 2-4 espresso niezależnie od pory dnia |
 |
| 1, 3, 4 kawa rządzi, ale też... // 2 Aperol i Hugo sprawiają przyjemność |
Włoska kuchnia to temat rzeka i niekończąca się opowieść. Część restauracji, w których byliśmy, odwiedziliśmy po pogłębionym wcześniejszym researchu, a część znajdowaliśmy chodząc po mieście. To wszystko było dobre, a czasami wręcz bardzo dobre, ale największą przyjemność kulinarną chyba sprawiły mi świeżo przyrządzone kanapki w sklepiku z wędlinami i serami w Monopoli. Cieniutko krojona mortadella, mozzarella, pesto z pistacji i rukola - to musi być dobre :-). Jedząc ją przypomniała mi się chyba najlepsza kanapka w życiu - kupiona w Bolonii. Pewne potrawy zamówione w restauracjach okazały się też rozczarowaniem, więc to nie jest tak, że we Włoszech zawsze zjesz dobrze. Najlepiej chyba zjedliśmy pierwszego wieczoru w Bari. Za to lokalne wina, które zamawialiśmy były świetne. I desery ;-). I ricotta, którą dostawaliśmy w hotelach na śniadanie była wręcz genialna.
 |
| 1 kluchy rzadko rozczarowują ;-) // 2 klasyka zawsze dobra // 3 pane di Matera - słynny chleb, który wygląda trochę jak z Obcego // 4 smakowało |
 |
| 1 za parkowanie płaciliśmy w urządzeniach - made in Switzerland. Od razu przyjemniej ;-) // 2 czasami dania nie wyglądały najpiękniej, ale smakowały już dobrze // 3 te małe ricotty podawane do śniadania były genialne w smaku // 4 czy ten chleb z Matery nie wygląda trochę jak potwór? |
 |
| 1 świeżo przyrządzona kanapka, to zawsze dobry wybór we Włoszech // 2, 3 małe dania serwowane przy degustacji lokalnych win - ta papryka z Basilicaty - suszona i smażona - REWELACYJNA // 4 makaron z truflami... to zawsze makaron z truflami czyli pyszny |
 |
| Ten stary domek dla lalek zauroczył mnie . Jako dziecko uwielbiałam takie zabawki. |
W Ostuni ow czasie naszego pobytu odbywał się targ staroci. Uwielbiam takie miejsca, a szczególnie takie lokalne odwiedzane w czasie podróży. Idę na taki targ bez żadnych planów. Chcę tylko popatrzeć na stare przedmioty, a i tak zawsze coś wpadnie mi w oko. Wiedziałam, że może mi wpaść tylko coś małego ze względu na rozmiar bagażu, ale jak to w życiu wpadło mi coś dużego. Przyznaję, przez chwilę się wahałam czy to kupić, ale potem sama sobie odpowiedziałam: nie bądź głupia. Marzyłaś o takiej misce latami, a cena jej jest wręcz śmieszna. Nie byłam więc głupia i kupiłam ;-). Jak ją jednak zapakować i przewieść? Dobrze mieć przyjaciół, którzy poratują cię w biedzie i... przewiozą ci misę w swoim bagażu. Ta miedziana misa do ubijania między innymi jajek na omlet zachwyciła mnie jak tylko pierwszy raz ją zobaczyłam ze 30 lat temu w Mont Saint Michel we Francji. Nowa kosztuje ponad 2 tysiące złotych, ta z targu w Ostuni kosztowała jakieś 120 złotych. Nie mogłam jej zostawić :-). Chyba będę dożywotnio ubijać w niej omlety przyjacielowi w zamian za jego pomoc:-).
Drogi mężu, jednak czasami większe walizki przydają się w podróży ;-).
 |
1-4 na targu staroci w Ostuni
|
 |
1, 3, 4 na targu staroci w Ostuni // 2 ta misa na mnie czekała
|
 |
| 35 cm średnicy szczęścia |
 |
| 1-4 lokalna ceramika to zawsze dobry wybór na pamiątkę z podróży |
 |
| 1 te dzbanki do bukietów z polnych kwiatów są idealne // 2 sklepowy strażnik // 3, 4 te miniaturowe przedmioty to wyposażenie domków dla lalek. Cudowne. |
 |
| 1 makarony można kupić nawet w sklepikach z pamiątkami // 2 lokalna odmiana suszonej papryki - idealna pamiątka z podróży // 3 Ostunia już zawsze będzie kojarzyć mi się z tą złotą bransoletką. Kochany mężu, jaki Ty masz dobry gust ;-) // 4 w lokalnych sklepikach z pamiątkami można kupić takie ceramiczne balony. Mają piękne kolory. Idealna ozdoba dziecięcego pokoju |
 |
| 1 tym razem balony w wersji magnesu na lodówkę // 2 te papryki warto przywieść z Apulii // 3 na targu staroci zawsze znajdzie się jakąś wyjątkową pamiątkę // 4 deski z drzewa oliwnego zawsze są dobrym zakupem |
Lody we Włoszech to zawsze temat rzeka. Potrafią je robić doskonale. Wybór smaków w lodziarniach oszałamia, ale ja przeważnie przy wyborze jestem monotematyczna: pistacja i ricotta z marsalą i figami. Tym razem nie wiem co się ze mną stało. Zamawiałam wszędzie kawowe i amarena. Dobrze podróżować z przyjaciółmi - zawsze można spróbować innych smaków lodów ;-)
 |
| 1-4 lodów we Włoszech nie należy sobie odmawiać ;-) |
Lubię samodzielne podróże, lubię te z mężem czy z dziećmi, ale też te z przyjaciółmi. I nie chodzi mi tutaj o samo podróżowanie, ale o przyjaciół. Wspaniale mieć w życiu ludzi, z którymi dobrze się czujemy, z którymi można się śmiać i żartować. I jeszcze wielką miskę z targu ci przewiozą ;-).
Pod wieloma względami inni i pod wieloma podobni. Łączą nas wspomnienia, przeżycia, wspólne pasje i zainteresowania. Łączy nas dużo. Od wielu, wielu lat. Myślę, że przyjaźń to jedna z najcenniejszych rzeczy w życiu. Prawdziwej nie kupisz za żadne pieniądze, a prawdziwa warta jest majątek. To prawdziwe bogactwo w życiu.
 |
| Tę parkę przed nami widziałam bardzo często w czasie podróży. I oczym oni tak ciągle gadają? :-) ;-) |
 |
| 1-4 bez komentarza |
Ile to już lat razem? Ciągle za mało.
 |
| Matera |
Matera przywitała nas chłodem, chmurami i zimnym wiatrem. Przyjemniej by się ją zwiedzało w wiosennym słońcu, ale ta stalowa aura nadała miastu niezwykłego klimatu. To jedno z najstarszych miast świata. Określane kiedyś jako miasto hańby Włoch. W domach wykutych w skałach i znajdujących się w grotach, w brudzie, razem ze zwierzętami żyli ludzie. Cierpieli na niedożywienie i wiele innych chorób. W Materze co drugie dziecko umierało. Miasto o którym się nie mówiło. Zmieniło się to po wydaniu książki Carlo Levi'ego "Chrystus zatrzymał się w Eboli". Warunki życia w mieście sporządzone przez siostrę autora wstrząsnęły wieloma. Mieszkańców grot przesiedlono do nowo powstałych budynków z bieżącą wodą i kanalizacją. Wydawało się, że wszyscy będą zadowoleni. A tak nie było. Rozbito społeczności, rozdzielono sąsiadów i bliskich. Pomagać też trzeba umieć. Czasami nam się wydaje, że robimy coś dobrze, ale wychodzi z tego uszczęśliwianie na siłę. Przez lata stare miasto niszczało. W latach 80 tych rozpoczęto jego rewitalizację. Dawne domostwa w grotach zamieniano na hotele i restauracje. Dawne miasto wstydu Włoch stało się jednym z najczęściej odwiedzanych przez turystów. Matera to jak gotowa scenografia do filmów. Kręcono ich tu kilkadziesiąt. Między innymi Bonda, Pasję, Wonder woman... W słońcu wyglądać musi pięknie, ale przy pochmurnej aurze jest magiczne.
 |
| 1-4 Matera |
 |
| 1-4 Matera. Warto zajrzeć do udostępnionych starych domostw w grotach i obejrzeć zdjęcia. Robi to przejmujące wrażenie. Szczególnie w czasach, kiedy miasto jest pełne turystów, restauracji, sklepów i hoteli. |
 |
| Matera. Gotowa sceneria filmowa |
 |
| Sezon na kwitnący rozmaryn |
 |
| Matera. ja tu widzę warszawską syrenkę. |
 |
| Pogoda sprzyja magii tego miasta |
 |
| 1-2 z hotelu mamy niezwykłe widoki na miasto // 3 po lekkiej mżawce po kamiennych chodnikach można ślizgać się jak na łyżwach. // 4 zasypiamy z takim widokiem. Widać po światłach, że większość starych domów przeznaczona jest dla turystów. W tej części mieszka niewielu mieszkańców |
 |
| 1 rzepak dodaje uroku do widoku // 2,3 potężna cysterna na wodę wydrążona w skale w XIX wieku pod tętniącym życiem placem // 4 "warszawska syrenka" za dnia |
 |
| 1-4 Matera |
 |
| Matera |
 |
| 1 oglądamy sceny z Bonda kręcone w Materze // 2 filmy, które tu nakręcono // 3, 4 Matera |
 |
| Ta spójność kolorów... |
 |
| 1-4 na targu w Materze. Są kolory. |
W czasie kilkudniowego pobytu w Apulii odwiedziliśmy kilka miejscowości: Bari, Ostuni, Materę, Monopoli, Polignano a Mare, Locorotondo, Cisternino, Oria i Lecce. Najbardziej podobały mi się te małe miasteczka, w których toczyło się normalne życie mieszkańców. Bez tłumu turystów, bez sklepików z pamiątkami, bez hoteli na każdym kroku. Z jednej strony te miejscowości były biedniejsze, bo bez znaczącego dochodu z turystyki, ale z drugiej bardzo autentyczne i prawdziwe. Chyba najgorzej wspominam Polignano a Mare. Piękne, ale bardzo hałaśliwe, z tłumem ludzi, zorganizowanych wycieczek, sklepów z pamiątkami i restauracji, które goście odwiedzą tylko raz. Bari też jest pełne miejskiego zgiełku, ale w nim toczy się prawdziwe życie mieszkańców. Sama jestem turystką w takim miejscu, a szukam nieturystycznych miejsc. Tak, wiem sprzeczność. To najlepiej świadczy jak ważna jest zrównoważona turystyka. Nie wystarczy otworzyć się na przyjezdnych i zarabianie pieniędzy. Trzeba spojrzeć w przyszłość i mieć wizję rozwoju. Przed turystyką się nie ucieknie, ale też (albo raczej przede wszystkim) trzeba patrzeć na mieszkańców. Turystyka daje im pieniądze i utrzymanie, ale nie może ich pozbawiać podstawowych wygód.
 |
| Monopoli |
 |
| W drodze do Matery |
 |
| Polignano a Mare |
 |
| Port w Monopoli |
Południe Włoch to zgaszone kolory, faktury, skarby architektury i ślady historii. Detale nadają miejscom piękna i spójności. Lubię te mury, framugi, drewniane drzwi i okiennice nadgryzione zębem czasu. Czasami dziwi mnie ten dysonans pomiędzy starym pięknem otoczenia, a współczesną pstrokacizną i tandetą. Może to potrzeba zmiany, inności, a może prozaiczna, a znacząca kwestia finansowa. Zdecydowanie wybieram harmonijne, w zgaszonych barwach mury kościołów niż bogato zdobione ich wnętrza. Wolę omszałe, wytarte schody niż kolorowe, plastikowe stoliki pod reklamowymi parasolami. Czasami można na ścianach znaleźć ślady dawnych reklam i ile w nich spójności z otoczeniem. Dobór fontów, kolorów, wielkości... wszystko harmonizuje z otoczeniem.
 |
| Monopoli. Piękno spójności detalu. |
 |
| 1-4 detale |
 |
| 1-4 spójność |
 |
| 1-4 harmonia |
 |
1-4 współczesność spójna z otoczeniem
|
 |
| 1-4 czy wiosna to moja ulubiona pora roku? Chyba tak. |
 |
| Ostuni |
 |
1-4 Ostuni
|
 |
1-4 Ostuni
|
 |
| 1-4 Polignano a Mare |
 |
| 1-4 Oria |
 |
| 1 Monopoli // 2 Matera // 3 Cisternino // 4 Locorotondo |
 |
1 ostatnia kolacja w Materze // 2 o 5.20 rano my już w drodze na parking // 3 poranna kawa na stacji benzynowej // 4 wracamy do domu
|
 |
| 1-4 wspomnienie smaku pasticciotto było tak silne, że po powrocie do domu upiekłam je sama |
Powrót z podróży, to powrót do codzienności, rytuałów i obowiązków. Lubię to. To daje ciągłość i stabilność. Czasami potrzebuję chwili na odpoczynek po intensywnym okresie, ale okazało się, że ta chwila będzie krótka. Kwiecień nie dał mi się ponudzić ;-)
 |
| 1 po Wielkanocy jajka w białych skorupkach dostępne są już bez problemu na moim targu. Przed świętami to towar deficytowy. // 2 on się nigdy nie obraża, że wyjeżdżamy // 3 na targu kupuję natkę na korzonki, a nie na pęczki // 4 kuszą, ale po podróży przyda się dieta |
Mąż od paru lat namawiał mnie na rower elektryczny, a ja konsekwentnie odmawiałam. Były momenty, kiedy tego żałowałam, bo zwykły rower w Alpach jednak ogranicza możliwości i zasięg, szczególnie kiedy ma się uszkodzone kolano po urazie na nartach. Jeździłam "na zwykłym" i nie chciałam niczego zmieniać. Mąż jeździ dużo, na długich trasach i po wysokich górach. Odkąd kupił sobie elektryka, jego górskie wycieczki stały się znacznie dłuższe i intensywniejsze.
Tak namawiał mnie na przetestowanie rowerów elektrycznych, że aż mnie namówił :-)
 |
1 do centrum Warszawy prawie zawsze jeżdżę metrem albo rowerem // 2 przyjechaliśmy oglądać damskie elektryki, ale... też oglądamy męskie gravele :-) Chyba coś się szykuje :-) // 3 kolor roweru też jest dla mnie ważny // 4 tyle było emocji w sklepie rowerowym, że... uczciliśmy to w barze mlecznym po sąsiedzku :-)
W moim domu rodzinnym obchodziliśmy hucznie urodziny. Może to wynikało z tego, że ja ze swoim imieniem nie miałam imienin, a może taka była nasza rodzinna tradycja. To zawsze było wielkie święto solenizanta, ale też jej/jego mama dostawała tego dnia kwiaty. Urodziny do tej pory to jeden z najważniejszych dni w roku w naszym domu. W kwietniu ja mam urodziny i cieszę się zawsze na ten dzień jak dziecko. |
 |
| 1-4 Lorentyna na przestrzeni lat |
Tuż po moich urodzinach spotkaliśmy się z Patrycją Felińską - dziennikarką "Pytania na śniadanie" w Parku Saskim, żeby nakręcić reportaż o dziewczynce z obrazu malarki Doroty Muszyńskiej Zamorskiej. Historia powstania tego obrazu i mój udział w niej, ma większy wpływ na moje dorosłe życie niż na czas, kiedy byłam dzieckiem. Tak to w życiu bywa. Może i dobrze. Ekipa telewizyjna stworzyła przemiłą atmosferę i czas nagrywania zarówno w parku jak i w domu zbiegł nam błyskawicznie. Okazało się, że materiał będzie emitowany na drugi dzień, w czasie kiedy będę leciała samolotem! Oczywiście mąż po odwiezieniu mnie rano na lotnisko zasiadł do oglądania... telewizji śniadaniowej. Wasz odbiór zarówno na zapowiedź jak i na reportaż był przemiły. Dziękuję.
TUTAJ możecie obejrzeć ten krótki reportaż.
Szukając swoich starych zdjęć z okresu malowania portretu, znalazłam moje pierwsze buciki. Patrząc na ich wiek, to jestem zachwycona ich stanem. W sumie nic dziwnego, w końcu w tym wieku się nie chodzi, a tylko lezy i wzbudza zachwyt wszystkich cioć :-).
 |
| 1 pierwsze moje buciki // 2 mój kot jest wielkim miłośnikiem tego pudełka po zakupach w Sezane :-). Chyba muszę robić tam jakieś zakupy częściej. Dla kota ;-). // 3 w trakcie kręcenia reportażu u nas w domu // 4 stare zdjęcia i portret małej Lorentyny |
Emocje jeszcze nie opadły po nagrywaniu reportażu, a tu już przede mną kolejne. Kierunek - ukochana Szwajcaria. Kwietniu, ile Ty mi dostarczasz przyjemności.
 |
| 1 Szwajcario, I'm coming // 2 w samolocie okazało się, że jest startlinkowy internet, więc reportaż oglądałam wysoko nad chmurami // 3 fragment reportażu // 4 mając internet w samolocie można śledzić też... swój lot :-) |
 |
| 1 te czekoladki... // 2 to już Szwajcaria // uwielbiam ten napis na lotnisku w Zurichu // 4 z samolotu prosto do pociągu. Plany uległy zmianie, bo samolot opóźnił się o godzinę, więc nie zdążyliśmy na podróż w wersji A i realizujemy plan B. |
 |
| Les Diablerets. Te poidełka z doskonałą wodą to skarb Szwajcarii. Jeden z wielu. |
Prosto z samolotu po walizki i dalej do pociągu. Jednego, drugiego, trzeciego i... jesteśmy w górach w Les Diablerets. Piękna mała miejscowość, rześkie, czyste powietrze, resztki śniegu i piękny hotel.
 |
| 1 cały dla mnie // 2 lubię takie osobiste akcenty w hotelach. Mała rzecz, a cieszy. // 3 hotel The Glacier w Les Diablerets zachwycił mnie swoją gościnnością // 4 lubię, kiedy w pokoju jest szlafrok i kapcie, które można wziąć w dalszą podróż. Te były super. wygodne, na podeszwie z korka |
 |
| 1 wiosna dotarła i tutaj // 2 te długie cienie popołudniowego słońca... piękne // 3, 4 kolacja w hotelowej restauracji - PYSZNA |
Na drugi dzień mieliśmy wcześnie zbiórkę, ale pomyślałam, że zdążę jeszcze zrobić parę rzeczy rano, szczególnie, że powiedziano mi w recepcji, że otworzą dla mnie basen o 6 rano. Kiedy weszłam do łóżka wieczorem, to okazało się, że mam najwspanialszą w swoim życiu pościel. Kołdra z puchu była super lekka, gruba, puszysta i ciepła. Otworzyłam drzwi na taras na całą szerokość, wyłączyłam ogrzewanie i wspaniale przespałam całą noc. Na dworze było w nocy -2 stopnie, ale mi pod tą kołdrą było idealnie. Przyznaję, sprawdziłam firmę, która robi te kołdry :-). O piątej rano wyruszyłam w stronę gór na oglądanie wschodu słońca. O ^.00 miałam być już na basenie, ale było tak cudownie, że szłam dalej i mówiłam sobie: już zaraz wracam. Na basen dotarłam z godzinnym opóźnieniem, ale stwierdziłam, że na 15 minut mogę sobie pozwolić. Weszłam do basenu i po pół godzinie mówiłam sobie: jeszcze tylko dwa baseny i minęło kolejne pół godziny! Lubię bardzo hotelowe śniadania, Tutaj w hotelu wyglądały wspaniale, ale ja... miałam tylko 5 minut na nie. 4 łyżki ulubionego Bircher muesli, kawałek sera i kawa w pędzie. I ruszamy dalej. Podelektowałabym się dłużej hotelowymi wygodami, ale warto było wstać rano, zrobić parę kilometrów i popływać na pustym basenie.
 |
| 1 nie spałam w całym swoim życiu pod taką kołdrą jak ta. Fantastyczna. // 2 tutaj nowoczesna architektura współgra z przyrodą i otoczeniem // 3 lubię architekturę starych szaletów // 4 jak nie iść dalej, kiedy szlaki wzywają |
 |
| W nocy był mróz. |
 |
| 1-4 nieśmiało, ale i w górach widać wiosnę |
 |
| 1 skrzynki na listy - tutaj wszystko pasuje // 2 dobrze, że zdążyłam zjeść kawałek tego pysznego sera // 3 pięknie jest w okolicach Les Diablerets // 3 i znowu zachwycam się światłem. Tym razem porannym. |
Po śniadaniu wyprawa autobusem i kolejkami górskimi na lodowiec Glacier 3000. Tam na górze jest metalowa kładka łącząca dwa szczyty. To przejście robi wrażenie.
Zawsze mnie zaskakuje na takich wysokościach, chociaż wiem, że będę to odczuwać, rozrzedzone powietrze i trudności z oddychaniem przy podchodzeniu pod górę. Wjazd szybki kolejką uniemożliwia powolną aklimatyzację, więc na górze można często zobaczyć ludzi podchodzących pod górę i oddychających jak ryby wyjęte z wody.
Takie potężne i wysokie góry zachwycają mnie swoim pięknem i potęgą. Pierwszy raz szwajcarskie Alpy zobaczyłam jakieś dwadzieścia lat temu i... przepadłam. Ich widok nie jest wstanie mi się znudzić. Zobaczyć je na własne oczy to wielkie szczęście. Ilekroć na nie patrzę, to czuję wdzięczność do losu i świata, że mogę być w takim miejscu i chłonąć ich piękno.
Tam na górze pierwszy raz zjeżdżałam na Swiss bobach - takich plastikowych saneczkach. Ile to radości z takiej prostej zabawy. Podejście pod górę wiąże się z ziajaniem (rozrzedzone powietrze), ale warto.
To jest dla mnie niesamowite uczucie, kiedy z wiosny na dole w ciągu kilku minut znajduję się w pełni zimy. Takiej pięknej i prawdziwej. Z dużą ilością białego, czystego śniegu, ze słońcem i lekkim mrozem szczypiącym w policzki.
Na górze jest dużo świetnie przygotowanych tras narciarskich o różnym stopniu trudności. Zaskoczyło mnie ilu Szwajcarów w wieku 80+ jeździło tam na nartach. Czasami mieli trudności z chodzeniem, ale na nartach śmigali jak zawodnicy. Wspaniała jest w Szwajcarii aktywność i sprawność starszych osób.
 |
1 zaraz jadę w dół // 2 w Szwajcarii byłam na zaproszenie organizacji promującej turystykę w tym kraju "My Switzerland". Razem ze mną było kilka osób z biur podróży, które organizują wyjazdy do Szwajcarii. To było świetne towarzystwo // 3 Swiss bob - mały, ale szybki // 4 no to siup
|
 |
| Pełnia szczęścia |
 |
| 1 może chociaż jeden zjazd? // 2 zima w pełni // 3 na krzesełku bez butów narciarskich czułam się trochę dziwnie // 4 jeszcze nie chcę wracać |
 |
| Lęku wysokości chyba nie mam |
Na Glacier 3000 jest kilka restauracji. My jedliśmy w restauracji Botta zaprojektowanej przez słynnego szwajcarskiego architekta (którego projekty uwielbiam) Mario Botta. Widok jaki rozpościerał się z okien był wspaniały. A jedzenie... bajka. Jedno z najlepszych jakie jadłam w tym kraju. Do mojego dania podano frytki zrobione z rosti z dodatkiem cebuli. Jakie to było dobre.
 |
| Restauracja Botta |
 |
| 1-4 dania z restauracji Botta |
 |
| A w toalecie okienko z widokiem |
 |
1 kolejne okienko z widokiem // 2 w sklepiku można oczywiście kupić produkty Victorinox. Kupiłam kolejny nóż. One są tak funkcjonalne i praktyczne // 3 może czas znowu zacząć wysyłać pocztówki z podróży - kupiłam // 4 kładka pomiędzy dwoma szczytami
W Gstaad wsiadaliśmy do pociągu panoramicznego. Obok stacji była poczta. Do odjazdu pociągu było 5 minut. Pomyślałam: zdążę. Kupię znaczki do moich pocztówek. Po odstaniu w kolejce (2 minuty), poprosiłam pana o znaczki do Polski. Otworzył szufladę, wyjął segregator ze znaczkami - to nie te. Wziął klucz, otworzył kolejną szufladę, wyjął segregator. To nie te. Zamknął segregator, zamknął szufladę. Poszedł po inne klucze, otworzył szufladę, wyjął segregator i znaczki. To te. (2 minuty). Jeszcze płacenie, zwroty grzecznościowe. (30 sekund). Czy ja się spóżnię na pociąg przez znaczki? Udało się. Trochę to wyglądało jak scena pakowania prezentu. w filmie "To wlaśnie miłość" :-). A znaczki? Spodziewałam się "takich mocno szwajcarskich". Z górami, krowami, flagą, fontanną w Genewie..., a dostałam z marihuaną :-) |
 |
| 1-4 mało czasu mieliśmy na spacer po Gstaad, ale cieszę się, że chociaż trochę zobaczyłam. |
Dojechaliśmy pociągiem panoramicznym do Montreux. Lubię tę miejscowość, a najbardziej kwiatowe rabaty nad Jeziorem Genewskim. To najpiękniejsze rabaty jakie widziałam w życiu. Zmieniają się w zależności od pory roku, ale zawsze są cudowne. Te wiosenne zachwycają.
 |
| Kwiatowe rabaty w Montreux |
 |
| 1 mamy chyba najlepsze miejsce w pociągu panoramicznym GoldenPass Express // 2, 3 kwiatowe rabaty w Montreux // 4 czas na kawę - oczywiście tańsza niż w Warszawie |
 |
| Zamek Chillon |
Do zamku Chillon chciałam się już wybrać wielokrotnie, ale ciągle coś stało na przeszkodzie. Podziwiałam go wielokrotnie z okien pociągu czy samochodu. Tym razem się udało. Warto go obejrzeć.
 |
| Na zamku Chillon |
 |
1-3 zamek Chillon // 4 do zamku należą winnice. Na miejscu można degustować wina
|
Pod wieczór dotarliśmy do Lozanny. Jednego z moich ulubionych szwajcarskich miast. Położenie na wzgórzach, katedra, ciekawe muzea i przystań z której odpływają statki w rejs po jeziorze to największe atuty Lozanny. To miasto ma też metro, które bardzo ułatwia przemieszczanie się w górę znad jeziora do katedry.
Hotel mieliśmy tuż przy porcie jachtowym z widokiem na jezioro. Jakie mogłam mieć plany na rano: wschód słońca. Dobrze, że basenu w hotelu nie było ;-)
 |
| Wschód słońca nad Jeziorem Genewskim. |
Wschody i zachody słońca nad Jeziorem Genewskim są przepiękne. Będąc w styczniu w Szwajcarii czasami specjalnie tu przyjeżdżaliśmy, żeby je podziwiać. Kiedy słońce wyłania się zza gór i ciepłym światłem otula powierzchnię wody i francuski brzeg, to można zakochać się w tym widoku. Za to zachodnia strona jeziora w tym czasie jest delikatnie różowa i taka miękka i delikatna. W czasie mojego podziwiania widoków przypłynął statek. Nie było jeszcze 7 rano, a statek był pełen pasażerów. Z hulajnogami i składanymi rowerami. To przypłynęli do pracy ludzie mieszkający we Francji, a pracujący w Szwajcarii. Rejs z jednego brzegu na drugi trwa około pół godziny, a podróż samochodem wzdłuż brzegu ponad godzinę. Statkiem jest szybciej i przyjemniej.
 |
| 1-4 o wschodzie słońca na przystani w Lozannie |
 |
| 1-4 o wschodzie słońca na przystani w Lozannie |
 |
| 1-4 uwielbiam Jezioro Genewskie i statki po nim pływające |
Dla takiej miłośniczki jak ja statków pływających po Jeziorze Genewskim, szczególnie tych parowych bocznokołowych, wizyta w stoczni była jak spełnienie marzeń. Dużo nowej wiedzy, dużo oglądania i dużo ciekawostek. Teraz czuję się gotowa do napisania posta o podróżowaniu tymi statkami po Jeziorze Genewskim.
 |
| 1, 2, 4 stare mechanizmy statków parowych. Ciągle działające. // 3 piękne są wnętrza tych starych statków |
 |
| Katedra w Lozannie |
W Lozannie byłam już tyle razy, ale ciągle nie mogę się nią nasycić. Tym razem zwiedzałam miasto z przewodniczką. Dużo ciekawostek, dużo nowych miejsc i dużo historii. A w katedrze jak zawsze kamienna posadzka oświetlona jest światłem z witraży. Nie zapomnę jak nasz 6 letni syn siedział na tej podłodze w plamie kolorowego światła zasłuchany w koncert chóru.
 |
| 1-4 Lozanna |
 |
| Katedra w Lozannie |
 |
| 1-4 muzeum olimpijskie w Lozannie. Warto je zwiedzić będąc w tym mieście |
 |
| Winnice domu winiarskiego Croix Duplex |
Jestem wielką miłośniczką szwajcarskich win, więc wizyta w winnicy, była dla mnie przemiłych doświadczeniem. Lubię wszędzie oglądać winnice. Atmosfera takich miejsc, zapach wina unoszący się w powietrzu, butelki, rzędy kieliszków, drewniane skrzynki na wino, rozmowy o bukiecie, głębi, rocznikach... Lubię to.
 |
| 1-4 w winnicach domu winiarskiego Croix Duplex |
 |
| 1-4 w winnicy Croix Duplex |
Szwajcarskie produkty spożywcze, lokalni producenci i kuchnia kantonów to temat rzeka i temat na który mogę mówić i mówić. Dzisiaj jednak powiem tylko, że w czasie szwajcarskiej wyprawy wolne półtorej godziny poświęciłam na małą rundkę po sklepach i na szybkie zakupy. Wpadłam do La Ferme Vaudoise czyli sklepu z produktami lokalnymi z kantonu Vaud, Manor'a (ulubionego supermarketu w Szwajcarii), działu spożywczego w Globusie (eksluzywnym domu handlowym) i do apteki. Muszę w końcu przygotować wpis o moich polecajkach zakupowych w Szwajcarii.
 |
| 1-4 na zakupach |
 |
| 1-4 na zakupach |
Jedzenie w Szwajcarii jest bardzo wysokiej jakości. Ciężko tu słabo zjeść. Kuchnia szwajcarska, to kuchnia kantonów. Regionalna, z lokalnych produktów i rzeczywiście obfitująca w sery, ale także w warzywa. W czasie tej wyprawy doskonale jedliśmy. Oj, po powrocie będę musiała ostro się za swoją figurę wziąć.
 |
1-4 jakie to wszystko było dobre
|
 |
| 1, 4 rzemieślnicza wytwórnia czekolady z Lozanny - Durig. Mają pyszne wyroby. // 2 lubię plakaty o takim designie // 3 ładnych pocztówek w Szwajcarii nie brakuje |
Kartki kupiłam na wysokości 3000 metrów, napisałam długopisem z hotelu w Les Diablerets, znaczki kupiłam w Gstaad, a wysłałam w Lozannie. Pokręcone to trochę, ale sprawiło mi przyjemność. Wracam do pisania kartek z podróży.
 |
| 1-4 w Lozannie wiosna w pełni |
To było szaleństwo. Czasu na rejs statkiem nie było w planach, ale... jak się coś bardzo chce... Jeden z uczestników wycieczki (przewodnik po Szwajcarii i instruktor narciarski) powiedział przy kolacji, że... pierwszy statek z Lozanny do Evian we Francji wypływa o 4.45. Zdążylibyśmy zrobić spacer, napić się wody ze źródeł Evian, wstąpić na kawę, bo jedną kawiarnię, prowadzoną przez małżeństwo otwierają o 5.45 i wrócilibyśmy do Lozanny na śniadanie na 7 rano. Plan dopracowany co do minuty. Pobudka o 4 rano, szybki prysznic i pędem na statek, Odpływaliśmy w zupełnej ciemności, zostawiając uśpioną Lozannę. Na statku byliśmy sami. Za to w porcie w Evian czekało już dużo pasażerów. Szybki spacer do parku i po mieście, wypita woda z dwóch źródeł i byliśmy przed kawiarnią w chwili, kiedy ją otwierali. Skusiliśmy się na świeże bułeczki z serem i kawę. Rachunek na głowę wyniósł 6 euro. Przy płaceniu okazało się, że nie można płacić kartą, a my nie mieliśmy euro. Do bankomatu nie zdążymy. Czy można płacić frankami? Oczywiście. Na przystani byliśmy 4 minuty przed odpłynięciem statku. Wtedy zobaczyłam kiosk po drugiej stronie ulicy. Czy zdążę kupić gazety w 3 minuty? Oczywiście. W czasie tej wyprawy nauczyłam się, że 10 minut, to BARDZO dużo czasu. Wsiedliśmy na statek wraz z Francuzami zmierzającymi do pracy w Szwajcarii i przez pół godziny podziwialiśmy wschód słońca i budzący się dzień. Dopłynęliśmy przed siódmą. Tego dnia miałam najwięcej czasu na śniadanie w hotelu. Zdążyłam nawet zamówić omlet!
 |
| 1 mąż przysłał zdjęcie, że właśnie przywiózł do domu mój prezent urodzinowy // 2 odpływamy z Lozanny w całkowitych ciemnościach // 3 do zobaczenia Lozanno za 2 godziny // 4 na przystani w Evian czekają już tłumy na statek, a to dopiero 5 rano z minutami |
 |
1 ze wzgórz Evian oglądamy jak wraca do Szwajcarii statek, którym przypłynęliśmy // 2-4 w Evian budzi się dzień
|
 |
| Wschód słońca oglądany z pokładu statku |
 |
| 1, 4 dwa źródła wody Evian, z których piliśmy wodę // 2, 3 na śniadaniu we Francji |
 |
| 1-3 prawdziwe francuskie śniadanie - zapłacone frankami ;-) // 4 w 3 minuty zdążyłam kupić ulubione francuskie, kulinarne gazety |
 |
| 1-4 wschód słońca oglądany z pokładu statku |
 |
| 1 budzi się nowy dzień // 2 jeszcze zdążyłam wysłać pocztówki // 3 lubię patrzę na lokalne oferty sprzedaży domów. Bez 5 milionów franków raczej nic się tu nie kupi. // 4 o 7 rano jem już drugie śniadanie :-) |
 |
| 1 ta stacja ma czekoladową nazwę i pachnie na niej czekoladą. Obok jest fabryka, która ją wytwarza. // 2-4 najstarsza fabryka czekolady Cailler |
 |
1 degustujemy praliny // 2 w fabryce Cailler odbywają się warsztaty. Byłam tu kiedyś z 7 letnim synem. To było jego marzenie urodzinowe. // 3 fajnie te bilety wyglądają // 4 lubię taki staroświecki design
|
 |
| 1 z okien pociągu // 2 czas wracać // 3 moja walizka też zmierza do samolotu // 4 chyba nie mogłabym sobie wymarzyć lepszej nazwy samolotu, którym będę lecieć |
 |
| 1-4 powrót też jest piękny |
 |
| 1 zachód słońca z okien samolotu // 2 przywiozłam coś na kolację ;-) // 3 a w ogrodzie stara jabłoń w pełnym rozkwicie // 4 potrzebuję 3 cytryn. Pojadę (nowym) rowerem. Oczywiście nie do najbliższego sklepu. I 16 km zrobione i 3 cytryny są |
 |
| Przyszedł czas na codzienne menu szparagowe |
 |
| 1 u sąsiadów rozkwitają bzy. Zaczyna pachnieć w całej dzielnicy // 2 ulubione miejsce na zakupy od wiosny do późnej jesieni to mój targ i gospodarstwo Majlertów // 3 potrzebuję świeżego tymianku. I znowu 16 km zrobione // 4 jeszcze raz czytam książkę Dżennety Bogdanowicz o polskich Tatarach, bo niedługo wracamy na Podlasie |
 |
| 1-4 teraz wszystkie zakupy robię na rowerze |
 |
1-4 wiosna w naszym domu
|
 |
1 nadszedł ten dzień. Nasz syn zaczął pracę Jeszcze chwila i zacznie jeszcze specjalizację. Może ktoś z Was do niego trafi. // 2 a ja znowu po zakupy na rowerze // 3 domowe zapasy szwajcarskiej czekolady działają na mnie uspokajająco ;-). Z tej będzie ciasto pistacjowe // 3 za to u córki w Oxfordzie śnieżyca. Zimą tak nie było
|
 |
| 1 uwielbiam kwitnące drzewa // 2 mój ulubiony olej rzepakowy. Zawsze kupuję go w gospodarstwie Majlertów // 3, 4 a w kuchni wiosna |
Kilka dni minęło, a my znowu wracamy na lotnisko. Nie, nigdzie nie lecę znowu :-). Teraz czekamy na naszych szwajcarskich przyjaciół. Zabieramy ich na Podlasie.
 |
| 1 i znowu czekam i znowu się wzruszam // 2 prawie myślałam, że zawracają // 3 po podróży trzeba coś zjeść // 4 świat zgotował magiczny zachód słońca dla naszych przyjaciół |
Jak ja się cieszę, że możemy znowu być razem, że pokażemy przyjaciołom coś co nas zachwyca. I nakarmimy solidnie :-). Podlaską kuchnią. Po powrocie wszyscy przechodzimy na dietę :-)
 |
| 1 ze Szwajcarii przyleciał najlepszy chleb z piekarni w Cronay. My to mamy szczęście. Bezglutenowy, poporcjowany ląduje w zamrażarce dla naszych bezglutenowych gości // 2 Kruszyniany. Czas na kawę i podpiwek // 3 tu kupujemy babkę ziemniaczaną i kartacze na kolację. I jeszcze porcję dla mojej mamy // 4 wcześniej zamówiony, a rano upieczony. Podobno najlepszy sękacz na Podlasiu. Jeden poleci do Szwajcarii, a drugi... zobaczymy |
O Tatarskiej Jurcie i polskich Tatarach pisałam niedawno. Ten post znajdziecie TUTAJ. To niezwykłe miejsce. Niesamowicie gościnne. Kuchnia Tatarów jest pyszna. Szczególnie ta w Tatarskiej Jurcie. O tej niezwykłej części polskiej kultury chcieliśmy opowiedzieć przyjaciołom. Pokazać im to co nas zachwyciło. W Tatarskiej Jurcie przygotowano specjalnie dla nas pierekaczewnik. Danie serwowane w domach tatarskich w święta, a w restauracji w weekendy. My mamy święto - naszych przyjaciół. Po pierekaczewniku na stól wjechały kołduny i rosół, a potem jeszcze kaczka z rokitnika. I przepyszne słodkości z listkującego ciasta samsa. Nie mogę zapomnieć jeszcze kompotu z rokitnika i aromatycznej kawy. I najważniejsze. Przez cały czas towarzyszyła nam niesamowita gościnność i tatarskie opowieści gospodarzy. I jeszcze wyszliśmy z prezentami. Nie znacie kultury i kuchni polskich Tatarów? Koniecznie tam pojedźcie. My znowu wyszliśmy zachwyceni i... najedzeni. A potem był dalszy ciąg tatarskich opowieści. Zwiedzanie meczetu z przewodnikiem i wizyta na mizarze czyli tatarskim cmentarzu.
 |
| Tatarski meczet w Kruszynianach |
 |
| 1, 2 Tatarska Jurta // 3 mizar - cmentarz // 4 wnętrze meczetu |
 |
| Uczta w Tatarskiej Jurcie |
 |
Tatarska Jurta. 1, 4 pierekaczewnik // 2 kaczka z konfiturą z rokitnika // 3 kołduny
W hotelu, w którym zatrzymujemy się na Podlasiu, nie było miejsc. Znalazłam inny w pobliżu. I teraz w tym będziemy się zatrzymywać. W sercu puszczy Knyszyńskiej stoi biały dworek z kilkoma pokojami do wynajęcia. Pięknie urządzony z dbałością o detale i z przemiłymi i troskliwymi gospodarzami. Takie miejsce do skarb. Na kolację gospodyni podgrzała nam nasze zakupy z Supraśla - kartacze i babkę ziemniaczaną. W hotelu byliśmy sami, więc wszystko skrojone było na nasze potrzeby. Miejsce jest piękne i pięknie położone. Idealne na piesze i rowerowe wycieczki. Jesienią na grzyby, a wczesnym latem na poziomki. Bycie dobrym gospodarzem to duża umiejetność i sztuka. Takim troskliwym, ale jednocześnie nie narzucającym się. Dbającym o potrzeby gości, ale jednocześnie dającym swobodę. Tego. wszystkiego zaznaliśmy. Rano zjedliśmy śniadanie i obdarowani suszonymi grzybami i sadzonkami poziomek wyruszyliśmy dalej. |
 |
| Czyż tu nie jest pięknie? |
 |
| 1-4 nasz hotel w Lipowym Moście |
 |
| 1, 2 naszą tradycją jest świętowanie naszych spotkań szampanem - tradycji stało się zadość ;-) // 3 kończy się BARDZO długi dzień // 4 widać, że my wszyscy chodzimy po górach :-) |
 |
| 1 na kolację gospodyni podgrzała nam kartacze i babkę z Supraśla // 2 dzień dobry // 3, 4 śniadanie pełne smaku i miejscowych składników |
 |
| Pięknie i pusto |
 |
| 1 chyba tylko ja na porannym spacerze w sercu Puszczy Knyszyńskiej potrafię znaleźć SZWAJCARSKI worek po cukrze :-) // 2 cisza i spokój // 3, 4 domowe ciasto cytrynowe z makiem i ulubiony termos w pokryciu ze szkockiego tweedu (a w środku szwajcarska herbatka ziołowa:-)) |
Po śniadaniu czekał nas 6 km spacer z przewodniczką po ścisłym rezerwacie w Białowieży. Ile rzeczy można się dowiedzieć z takiej wycieczki. O wilkach, kwiatach, drzewach, czosnku niedźwiedzim...
 |
| 1-4 w ścisłym rezerwacie w Białowieży |
 |
| 1-4 w ścisłym rezerwacie w Białowieży |
 |
1 w rezerwacie nie było zasięgu, ale i tak mój telefon zalogował się do białoruskiej sieci. Cieszę się, że mój dostawca usług tak się cieszy z mojego powrotu. Ale i tak mnie skasowal na 49 zł // 2 murowana cerkiew w Białowieży // 3, 4 tradycyjnie i lokalnie. Niestety nie udało mi się dobrze zjeść w Białowieży. Nie było źle, ale... mogłoby być lepiej
|
 |
| 1 jedna z odwiedzonych przez nas drewnianych cerkwi // 2 udało się nam zobaczyć żubry w naturze // 3 w krainie otwartych okiennic // 4 efekty lokalnych zakupów |
O kwiatach w domu pisze Wam co miesiąc, więc nie będę się powtarzać. Popatrzcie tylko jakie piękne wypatrzyłam na giełdzie kwiatowej
Co to był za niesamowity miesiąc. Od początku do końca ekscytujący. Intensywny, piękny, pełen przyjaźni, spotkań i podróży. Także męczący, ale godzę się na to, żeby zaznać tego wszystkiego. Wdzięczna jestem, że mogłam doświadczyć tylu emocji i wzruszeń.
I dziękuję Wam, że dotrwaliście do końca w czytaniu.
Ja też dotrwałam w pisaniu. Tej nocy nie poszłam spać nawet na minutę. Wiedziałam, że jeśli nie skończę, to już wszystko przepadnie. Jestem wdzięczna za każde miłe słowo, które mi zostawiacie pod tymi moimi pamiętnikami z życia.
Wybaczcie ewentualne literówki, ale zamykają mi się oczy, a przede mną dłuuugi i ekscytujący dzień.
 |
A co przyniesiesz mi maju?
|
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję bardzo za Twój komentarz.