A diary from last month. Czerwiec 2026.

Maj był niezwykły. Pełen emocji, wrażeń, odkryć i wzruszeń. Jeden miesiąc, a przeżyć tyle, że mogłabym nimi obdarować kilka. Początek miesiąca to wspólny czas ze szwajcarskimi przyjaciółmi. Po kwietniowym, wspólnym pobycie na Podlasiu, majówkę spędziliśmy razem w Warszawie. Niestety przyjemny czas szybko płynie i zaraz trzeba było się żegnać. Ostatnie wspólne śniadanie, ostatnie zakupy i zaraz trzeba pędzić na lotnisko. W czasach, kiedy podróż samolotem jest tak powszechna, zaczynam doceniać znowu, to kiedy ktoś bliski odprowadza na lotnisko albo przywita po wyjściu. Żegnając przyjaciół zostaje niedosyt rozmów, wspólnego czasu i przeżyć. To jest piękne, że ciągle mamy siebie za mało, a tematów do rozmów nie brakuje. I cieszą mnie ich walizki wypełnione po brzegi. Nie tylko ja tak wracam z podróży :-). 
Maj to idealny czas na zakupy na targu: szparagi, truskawki, rabarbar, pierwsze młode ziemniaki, sałata - wszystko chrupkie, młode i soczyste. Pęczki kopru są grube i intensywnie pachnące. Młoda kapusta, pęczki marchwi i buraczków... wiosna w pięknym wydaniu.

1-4 to jest kwintesencja maja na targu

Lubię gotować, przygotowywać śniadania dla nas i gości. Lubię, kiedy jest wybór, wersje słodkie i wytrawne. Lubię też jeść śniadania "na mieście". Wtedy nie potrzebuję dużego wyboru, a dań przyrządzonych z najlepszych składników. Chodzimy w różne miejsca, bo Warszawa jest naprawdę dobra w serwowaniu pysznych śniadań. Przed podróżą z odlatującymi tego dnia przyjaciółmi poszliśmy do Baken. Miejsca popularnego i słynącego ze swoich porannych dań. Prostych, sezonowych i bardzo dobrych. Miło tak razem dobrze zjeść. Na deser wzięliśmy na spółkę leniwe z rabarbarem i sosem angielskim i drożdżówkę z serem. I ta drożdżówka mnie rozłożyła na łopatki. Rewelacyjna była. Przepyszna. Wrzuciłam jej zdjęcie na instagram i... od słowa do słowa umówiliśmy się z jej twórcą Janem Kieltyką, że... wymienimy się swoimi drożdżówkami z rabarbarem. Rano upiekłam, wsiadłam na rower i pojechałam do Baken z moim wypiekiem. Trochę się wytrzęsły te moje drożdżówki w koszyku rowerowym, ale dotarły w całkiem dobrej formie. Spróbowałam na miejscu tej z Baken i stwierdziłam, że jest pyszna. Oni spróbowali mojej i stwierdzili, że... moja jest lepsza. To było niesamowite i przemiłe. 
Załadowałam do koszyka prezenty z Baken i ruszyłam z moimi drożdżówkami dalej. 

Wspólne śniadanie z przyjaciółmi przed drogą na lotnisko.

1-4 na śniadaniu w Baken. Ta drożdżówka z serem była pyszna.

Moja rabarbarowa drożdżówka

1 drożdżówki spakowane do koszyka rowerowego i w drogę // 2 drożdżówka rabarbarowa z Baken - pyszna // 3 w moim koszyku coraz więcej smakołyków // 4 wracam do domu z pysznym chlebem

Warszawa z siodełka rowerowego

W maju przesiadłam się praktycznie z samochodu na rower. Jeżdżę na nim dla przyjemności, po zakupy i żeby spalić drożdżówki ;-). Codziennie dalej i w nowe kierunki. Nie ukrywam, że lubię mieć cel jazdy i moim celem nie jest przejechanie iluś kilometrów, ale dojechanie do konkretnego miejsca i powrót. Jeżdżę więc po całym mieście po chleb i testuję różne rzemieślnicze piekarnie. Lubię w tych przejażdżkach różnorodność tras i możliwość odkrywania zakamarków miasta. W czasie jednej z takich wypraw po przejechaniu 20 km wracałam już do domu. Wybrałam żwirową trasę wśród Wisły. Byłam na tej drodze sama. Kiedy zostało mi jeszcze 10 km do domu i przejazd przez most, wiadukty, okazało się, że... mam przebite koło i nie pojadę już nigdzie dalej. To było najgorsze miejsce w jakim mogło mi się to przytrafić. Do domu było jeszcze daleko, ale trasa jaką miałam do pokonania nie była przyjemna. Przez most, wzdłuż trasy szybkiego ruchu i bez możliwości zatrzymania się mojego wybawcy. Po przejściu kilku kilometrów z rowerem u boku dotarłam do miejsca, gdzie mógł mnie zgarnąć mąż. To była pamiętna wycieczka i... chyba moje pierwsze w życiu przebite koło w rowerze. 

1 domowe śniadanie ze szwajcarskimi serami // 2 lubię śniadania na mieście // 3 w centrum Warszawy zaraz posadzą nowe drzewa // 4 uwielbiam ten widok na Warszawę

Jeżdżąc razem na rowerze mamy niezłą średnią prędkość.

1 na warszawskiej kładce pieszo rowerowej przez Wisłę // 2 lubię te moje okolice // 3 na Wiśle // 4 a po rowerze coś zdrowego i lekkiego 

1 przerwa na kawę // 2 Praga to dzielnica pełna kontrastów // 3, 4 nowe, warszawskie odkrycia - Praska Bułka - piekarnia i śniadaniownia

1 warszawskie zoo. Kiedyś był tu wybieg dla niedźwiedzi, a teraz są szklane rzeźby // 2 cerkiew na Pradze // 3 Warszawa - po lewej stronie płynie Wisła, a po prawej łąki // 4 do domu jeszcze kawałek

1 kompletny flak. Sprawcą tego było małe szkiełko // 2 mam taką bluzę rowerową, więc dlatego tak chętnie jeżdżę ;-) // 3 prowadząc rower mam takie towarzystwo // 4 przyjechał mój zbawca na białym koniu ;-)

Pisanie moich wspomnień tutaj zajmuje mi wiele godzin (zapewne dlatego, że są zawsze takie dłuuugie). Wybór zdjęć, tworzenie kolarzy, transferowanie zdjęć, a potem pisanie, pisanie, pisanie. Wiedziałam, że jeżeli nie zrobię tego przed wyjazdem, to już ich nie napiszę i znowu będzie przerwa we wspomnieniach. Spakowałam się na wyjazd i wzięłam się za pisanie. Mijały godziny, za oknem ptaki zaczęły śpiewać, a niebo rozjaśniło się. od wschodzącego słońca. Kiedy skończyłam, zadzwonił alarm, że trzeba wyjeżdżać na lotnisko. Nie zmrużyłam tej nocy oczu nawet na minutę, ale napisałam. Zmęczenie poczułam dopiero w taksówce, a przede mną  był bardzo długi dzień. Nadaliśmy walizki, przeszliśmy kontrolę paszportową, a ja marzyłam, żeby zająć miejsce w samolocie i zasnąć chociaż na dwie godziny. Spałam jeszcze zanim wystartowaliśmy. Obudziłam się na chwilę, kiedy pędziliśmy po pasie startowym i... znowu zasnęłam. Obudziłam się (prawie wypoczęta nad kanałem La Manche). Kiedy spałam, mąż czytał moje/nasze kwietniowe wspomnienia. Lubię, kiedy opowiada mi o swoich wrażeniach po ich przeczytaniu. O emocjach, wzruszeniach, o moim spojrzeniu na nasze wspólne przeżycia.

Wystartowaliśmy. teraz mogę już iść spać. 

1 a na kolację przed podróżą zjedliśmy jeden z naszych ulubionych szwajcarskich serów // 2 mój towarzysz przy pisaniu // 3 czas na nową podróż // 4 ktoś się zaczytał we wspomnieniach, które skończyłam pisać parę godzin temu

To zdjęcie przypomina mi trochę obraz

1-4 w drodze do celu

Dotarliśmy do Londynu

Ta podróż do Londynu, a dokładnie do Oxfordu była dla mnie bardzo wzruszająca i wyczekiwana. Nasza córka jest studentką Uniwersytetu Oxfordzkiego i mieszka tam od końca lata zeszłego roku. Byłam u niej z wizytą w listopadzie i wróciłam zachwycona. Oxfordem, uniwersytetem, ludźmi, możliwościami jakie daje to miasto zarówno turystom, ale przede wszystkim studentom. Chciałam, żeby mąż też to poczuł i tego doświadczył. Żebyśmy razem przez chwilę uczestniczyli w tym niesamowitym okresie jej życia. Nie będę tu pisać co zobaczyć w Oxfordzie, co zwiedzać i gdzie jeść. O Oxfordzie będzie osobny post. To miejsce jest na dzielenie się emocjami, wrażeniami i przeżyciami. A tych nie brakowało. 

Cudownie jest patrzeć na własne dziecko, które spełnia swoje marzenia, które rozkwita i zyskuje uznanie w nowym środowisku. I jak wspaniale radzi sobie w innej rzeczywistości i tworzy nowe i piękne relacje z ludźmi.

Z lotniska przyjechaliśmy do Oxfordu autobusem. Tak jak w listopadzie na mnie, tak teraz na nas córka czekała na przystanku. Dla mnie ta chwila jest niesamowicie wzruszająca. Znowu mogę ją poczuć w swoich ramionach i przytulić. Wiek dziecka nie ma znaczenia. Czasami myślimy sobie, że dzieci szybko rosną i już nie wróci ten czas, kiedy były w nas zapatrzone i byliśmy dla nich autorytetem i przewodnikiem po świecie. Tak, dzieci szybko rosną i ten czas kiedy są małe jest niezwykły. Relacje z dorosłymi są inne , ale równie wspaniałe. 

Zostawiliśmy bagaże w naszym oxfordzkim mieszkanku, które mieliśmy po sąsiedzku z mieszkaniem córki i ruszyliśmy w miasto. W listopadzie to córka szła ze mną i opowiadała mi co mijamy. Teraz ja szłam z mężem i mówiłam mu to samo. 
Pierwszy posiłek zjedliśmy w najstarszym pubie. Klasyka - fish& chips. Nie lubię frytek z majonezem, ale spróbowałam tego, który nam podano. Mam swój ulubiony i potrafię go zabrać ze sobą na wakacje :-) i praktycznie żaden inny mi nie smakuje. Ten podany w pubie był pyszny i... przywieźliśmy taki ze sobą do domu - to z serii co dziwnego przywożę z podróży.

1 KTOŚ czeka na nas na przystanku // 2 nasze lokum na najbliższe dni. Za sąsiadkę będziemy mieć córkę. // 3 tu wszystko pasuje // 4 fish & chips - idealny pierwszy posiłek

Już pierwszego dnia czekał na nas emocjonujący i artystyczny wieczór - dwie wystawy, w tym jedna, w której córka była uczestniczką. Pierwsza odbywała się w jednym ze starych budynków Wadham College. Uwielbiam to w Oxfordzie, że po przekroczeniu bramy (często niewielkiej) wchodzisz na wielki dziedziniec i do innego świata. Stare budynki, przejścia, korytarze, ukryte drzwi, krużganki, kaplice i mnóstwo zieleni. W jednej z kaplic odbywała się wystawa prac studentów, które były drukowane w technice risografii. Wydrukowano również 30 sztuk portfolio, które można było kupić. Te portfolia (za bardzo wysoką cenę) kupują kolekcjonerzy sztuki, bo te wystawy są często początkiem artystycznej drogi przyszłych, rozchwytywanych artystów.Wspaniale jest nie tylko oglądać pracę córki na takiej wystawie, ale przede wszystkim obserwować ją w tym środowisku: wśród innych studentów, gości, artystów i wykładowców. 
 
Wadham Collegge

Nasza córeczka

1 w tym budynku Wadham College odbyła się wystawa // 2 wśród dostępnych napojów był też musujący napój z kwiatów bzu czarnego - mój faworyt // 3 wśród artystów i nasza córeczka // 4 wystawa odbywała się w takich wnętrzach

Na wystawie. Praca naszej córki.

Portfolio z pracami z wystawy

1 nie będę ukrywać - dumni rodzice // 2 za murami ruch i tętniąca życiem ulica, a tu cisza i spokój // 3 kolejna wystawa prac  // 4 St. John College

Wielka Brytania świętuje urodziny sir Davida Attenborough

Drugiego dnia naszego pobytu 100 (!) urodziny obchodził sir David Attenborough. Mam wrażenie, że wychowałam się na jego filmach przyrodniczych. To on przybliżał nam swoimi programami naturę. David Attenborough to niesamowity człowiek i osobowość. Jemu też zawdzięczamy żółty, jaskrawy kolor piłek tenisowych. Kiedy w latach 60-tych pracował w BBC, wprowadzano kolorową telewizję. Okazało się, że dotychczas używane białe piłki są słabo widoczne i zlewają się z liniami na korcie. Zmianę koloru Międzynarodowa Federacja Tenisa zatwierdziła w 1972 roku. To taka ciekawostka, bo jednak David Attenborough to przede wszystkim propagator wiedzy o naturze. 
Cała Wielka Brytania świętowała urodziny przyrodnika. W Royal Albert Hall w Londynie odbył się urodzinowy koncert na cześć jubilata, ale też dużo wydarzeń odbywało się w muzeach, księgarniach, na uniwersytetach i w szkołach. Telewizja emitowała jego filmy i programy o nim. W wielu miejscach organizowano pisanie kartek urodzinowych z życzeniami. W każdej gazecie były artykuły o Davidzie Attenborough, jego życiu, pracy i osiągnięciach. 
W czasie pobytu w Oxfordzie zaczęłam czytać lokalną gazetę. Bardzo spodobało mi się, że jest to rzeczywiście lokalna gazeta dotycząca życia i wydarzeń miasta, a w tym mieście dzieje się bardzo dużo.

1 jubilat - sir David Attenborough // 2 moja codzienna prasówka // 3 David Attenborough w oxfordzkim muzeum Historii Naturalnej // 4 Wielka Brytania świętuje urodziny

W Oxfordzie bardzo dużo się dzieje. Organizowane są wystawy, koncerty, odczyty, spotkania z pisarzami, targi książek, spektakle... Tych wydarzeń jest tak dużo, że nie da się uczestniczyć nawet w połowie. Wiele z tych jest bezpłatna. Nawet jak na coś trzeba kupić bilety, to w większości przypadków te wydarzenia są bezpłatne dla studentów i pracowników Uniwersytetu Oxfordzkiego. Jak byłam w listopadzie, to sąsiadka córki opowiedziała jej o koncercie, który organizował jeden z collegów. Wejście było dla osób... z rachunkiem za prąd płaconym w Oxfordzie. Osoby, które mogą gdzieś wejść bezpłatnie, mogą wziąć oficjalnie ze sobą gościa. Dzięki temu byłam w wielu niezwykłych miejscach, a biletem był córki rachunek energetyczny. 

College i uniwersytet wśród swoich budynków mają stare kaplice. Często są one zamknięte dla zwiedzających (ale nie dla pracowników uniwersyteckich, studentów ich gości). Odbywają się tam koncerty collegowych chórów. Czasami nawet codziennie. Dużo z tych koncertów jest bezpłatnych, a informacje o nich można znaleźć na ogłoszeniach przy wejściu do college'y albo na mobilnych tablicach rozmieszczonych w różnych punktach w mieście. W Oxfordzie nie ma naklejania plakatów i ogłoszeń na ścianach, nie ma bilbordów. Wszystko jest na tablicach ze sklejki, które często oparte są o mury lub ogłoszenia. 
Te koncerty są wspaniałe, piękne i wzruszające. Uczestnictwo w nich to dla mnie było jedno z najpiękniejszych przeżyć w tym mieście. Nie można w ich trakcie robić zdjęć, nagrywać, rozmawiać i... dobrze widziane jest "odpowiednie" ubranie. Tu nie chodzi o stroje wieczorowe (chociaż w wieczornych koncertach wielu słuchaczy je miało), ale o ubranie odpowiednie do okazji. 

1 idziemy na wieczorny koncert do kaplicy Magdalen College // 2 na koncerty dostaje się program i śpiewniki. Często niektóre pieśni słuchacze śpiewają wraz z chórem // 3, 4 kapica Magdalen College

1, 2, 4 Magdalen College // 3 po koncercie na dziedzińcu college'u odbyło się przyjęcie - stroje wieczorowe obowiązkowe, a dla studentów i wykładowców togi

Magdalen College

Magdalen College

Magdalen College

1, 3, 4 ogłoszenia dotyczące koncertów // 2 w kaplicy jednego z college'ów, w którym odbywają się koncerty przy świecach

Brytyjczycy kochają ogrody, kwiaty, ptaki, pszczoły... To często są tematy niezobowiązujących rozmów. Efektem tego zamiłowania (i sprzyjającej temu pogodzie) są przepiękne ogrody, kwiaty kwitnące praktycznie przez cały rok w parkach i ogrodach, niesamowite trawniki... W księgarniach można znaleźć olbrzymie działy poświęcone ogrodnictwu czy ptakom. W Oxfordzie są stowarzyszenia ornitologiczne, które zajmują się obserwowaniem ptaków i edukacją. Lornetka w niejednym domu jest przedmiotem tak oczywistym jak dzbanek do herbaty. W tym mieście jest dużo parków i zieleni. Jest też ogród botaniczny. Niesamowite kwiaty i rośliny można znaleźć praktycznie w każdym ogródku, a za murami college'ów to już są małe ogrody botaniczne. Często te tereny są bardzo duże i w centrum miasta (często niestety niedostępne dla nie-studentów) można znaleźć łąki, sady, szklarnie... Wiosną kwitnie dużo róż, maków, naparstnic, czosnków ozdobnych, irysów, kosmosów, wisterii...
Poniżej trochę zdjęć oxfordzkich kwiatów. 








Na większości trawników można leżeć, chodzić, siedzieć... 

Córka mieszka w Oxfordzie w pięknym miejscu. W samym centrum, blisko Magdalen College i ogrodu botanicznego. Trzy stare jednopiętrowe budynki tworzą literę U. Do tego, co jest typowe dla starej, angielskiej architektury, dużo jest przejść, korytarzyków, bram i furtek, okien z ołowianymi szprosami, zaułków, trawników i kwiatów. Piękne miejsce, ale chyba to co jest równie ważne albo i ważniejsze, ma wspaniałych sąsiadów, z którymi jest w bliskich relacjach. W tym miejscu mieszkają osoby na emeryturze, które były pracownikami Oxfordu (taki jest wymóg organizacji, która jest właścicielami tego miejsca), są dwa mieszkania do wynajęcia długoterminowego - jedno zajmuje córka i jedno mieszkanie dla gości mieszkańców - to my wynajmujemy na nasze pobyty. 
Lubię te rozmowy z sąsiadami córki. Oprócz tego, że są życzliwi i dzielą się rekomendacjami na temat wydarzeń artystycznych i kulturalnych, które odbywają się w mieście, to są przemili. W czasie tych spotkań i pogawędek, uzmysławiam sobie, że ten angielski "small talk" to jest świetna rzecz. To powoduje, że jest tak zwyczajnie milej. To jest coś czego mi brakuje w naszym kraju. Takiej zwyczajnej życzliwości i uprzejmości. Przy każdym pobycie piekę w kuchni córki sernik dla jej sąsiadów. Jesienią był sernik z jabłkami, a teraz sernik z białą czekoladą, rabarbarem i kruszonką. 

W Oxfordzie prowadziliśmy zaskakująco bogate życie towarzyskie. Spotkania z koleżankami i kolegami córki, niedzielne proszone kolacje, które córka organizuje co tydzień, kolacje ze studentami w college'u córki, przyjęcia serowe z degustacją win organizowane przez college, proszone herbatki u sąsiadki, wernisaże i wystawy...W czasie wyjazdu spaliśmy mało i żyliśmy intensywnie ;-)

W tym budynku mieszkaliśmy

1 tu na tych ławkach w słońcu toczyło się życie towarzyskie - puste były tylko o 6 rano ;-) // 2 te drzwi prowadzą do mieszkania córki // 3 a te drzwi do naszego  // 4 z okna córki widać nasze mieszkanie - w Oxfordzie byłyśmy sąsiadkami :-)

Zawsze podobały mi się różnorodne, czerwone, angielskie  skrzynki na listy. Kiedy zgłębiłam ich temat, stały się wręcz moją obsesją :-). Skrzynki są wolnostojące i ścienne i różnorodne z wyglądu. Na każdej skrzynce znajduje się monogram królewski. Nie wymienia się ich, bo są stare i jest już nowszy model. Jeżeli jest potrzeba, to dostawia się nowe, ale stare zostają. Monogram oznacza, za czasów panowania którego króla lub królowej zostały postawione. Oczywiście tych z czasów królowej Elżbiety II jest najwięcej, a tych z czasów króla Karola III i królowej Wiktorii najmniej. R w monogramie oznacza REX (król) i REGINA (królowa).

VR – Victoria Regina - królowa Wiktoria, lata panowania: 1837–1901 
EVII R – Edward VII Rex - król Edward VII, lata panowania: 1901–1910
GR – Georgius Rex - król Jerzy V, lata panowania: 1910–1936 
EVIII R – Edward VIII Rex - król Edward VIII, rok panowania: 1936 – skrzynki z tą sygnaturą są bardzo rzadkie, ponieważ król abdykował po niespełna roku panowania. 
GVI R – George VI Rex - król Jerzy VI, lata panowania: 1936–1952 
EIIR – Elizabeth II Regina - królowa Elżbieta II, lata panowania: 1952–2022 
CR / C III R – Charles III Rex -król Karol III, od 2022 r. 

Jak widziałam gdzieś jakąś skrzynkę, to szłam przyjrzeć się monogramowi. Mąż szybko się przyzwyczaił do mojej nowej obsesji i sam był ciekaw jak starą znalazłam :-).

Skrzynek pocztowych z czasów panowania królowej Elżbiety II jest najwięcej.

1 GVI R - skrzynka z czasów panowania króla Jerzego VI (1936–1952r.) // 2
 GR – skrzynka z czasów panowania króla Jerzy V (1910–1936r.) // 3 EVII R – skrzynka z czasów panowania króla Edwarda VII Rex (1901–1910r.) // 4 EIIR - skrzynka z czasów panowania królowej Elżbiety II (1952–2022)


1 GR – skrzynka z czasów panowania króla Jerzy V (1910–1936r.) // 2 GVI R - skrzynka z czasów panowania króla Jerzego VI (1936–1952r.) // 3 EVII R – skrzynka z czasów panowania króla Edwarda VII Rex (1901–1910r.) // 4 EIIR - skrzynka z czasów panowania królowej Elżbiety II (1952–2022)

Wróciłam do pisania i wysyłania kartek pocztowych. Cieszy mnie wybieranie pocztówek, poszukiwanie znaczków, pisanie wiadomości i ten moment, kiedy je wrzucam do skrzynki, żeby wyruszyła w drogę. I cieszy mnie wiadomość, że sprawiłam przyjemność odbiorcy. W kwietniu wysyłałam kartki ze Szwajcarii, teraz z Oxfordu. Jakie są różnice? W Wielkiej Brytanii kartki są tańsze, znaczki droższe, ale ładniejsze (przynajmniej z tymi co kupiłam). Kolejki na angielskiej poczcie są chyba tak samo długie jak na mojej poczcie :-). 
1 kartki wrzucam do skrzynki postawionej w czasach panowania królowej Elżbiety II // 2,3 czekając w kolejce na poczcie oglądam kolekcje wcześniej wydanych znaczków // 4 na pocztówki kupiłam znaczki z królem Karolem III. - drogie, bo kosztowały prawie 18 zł za jeden

Zakupy. 
Tak, bardzo lubię je robić w czasie wyjazdów. Lubię chodzić po małych sklepikach i oglądać asortyment i wystrój. Lubię targi i sklepy spożywcze. Lubię piekarnie i cukiernie. Lubię sklepiki ze starociami i sklepy specjalistyczne. Sklepy z serami, z papierem, z tweedowymi płaszczami i z białymi koszulami. I nie muszę w nich robić żadnych (albo wielkich ;-) zakupów :-). I stwierdzam, że mam nosa do trafiania/wyszukiwania fajnych miejsc. Na szczycie moich ulubionych sklepów są sklepy muzealne. W każdym jest inny asortyment. Kupuję w nich albumy, kartki świąteczne, skarpety dla syna, dekoracje, wazony, ale zdarzało mi się też kupić książkę kucharską czy miód. Odwiedzajcie sklepy przy muzeach. Znajdziecie tam piękne rzeczy. 

Sklep z serami brytyjskimi i irlandzkimi. Można próbować i można pogadać - czyli wszystko co lubię

1-4 według mnie najlepsza piekarnia w Oxfordzie. Cel moich codziennych porannych spacerów.

1 naprawdę dobre pieką te bułeczki kardamonowe // 2 nie wzięłam czapki, więc zrobiłam sobie oplątwę z szalika :-) // 3, 4 pyszny chleb pszenno żytni na zakwasie

1 bułeczka waniliowa i custard cake - PYSZNE // 2 szykuję nadzienie do tarty dla międzynarodowych gości córki // 3 dobry chleb to skarb // 4 upiekłam sernik z rabarbarem i kruszonką dla angielskich sąsiadów

1 raz dla odmiany pojechałam do francuskiej piekarni po bagietki // 2 Cheddar i Leicester - te sery jedliśmy codziennie na śniadanie // 3, 4 śniadanie gotowe - zapraszam

To chyba najlepsza kawa w Oxfordzie

1 na wieczorne przyjęcie córki mama przyrządziła tartę z zielonych, angielskich warzyw i francuskiego koziego sera // 2 tutaj praktycznie WSZYSTKIE warzywa sprzedawane są w plastiku! // 3 kawa na wynos z ulubionej kawiarni // mango chutney z Marks & Spencer - rewelacyjne i tanie - przywożę w hurtowych ilościach do coronation chicken

1 z wizytą w sklepie z angielskimi winami i "szampanami" // 2 tour po ulubionych sklepach // 3 Fortnum & Mason - lubię ich herbaty (wędzony Earl Grey - pycha) i kosze piknikowe // 4 prawie to się nie zdarza - szwajcarskie wino w sklepie poza Szwajcarią. Tak się zagadałam ze sprzedawcą w sklepie winiarskim, że... myślał, że jestem Szwajcarką i zajmuję się zawodowo winami :-)

1 zachciało mi się kefiru, ale to był chyba najdroższy kefir w życiu // 2 angielscy goście prezenty przynoszą - czekolada Ottolenghi // 3 dział polski w lokalnym supermarkecie // 4 wszystko w plastiku, ale na szczęście w Wielkiej Brytanii dobrze działa segregacja śmieci 
1 Kiltane - jedna z ulubionych marek // 2, 3 co ja poradzę, że mam słabość do wełnianych szali w kratkę // 4 a to mój ulubiony tweedowy płaszcz, który córka kupowała mi rozmawiając ze mną przez telefon :-)

1-4 naoglądaliśmy się tych pięknych kwiatów i trawników i skończyło się... wyprawą pod Oxford do sklepu ogrodniczego. Mąż kupił nasiona traw, a ja kwiatów.

1-4 ten sklep to prawdziwa instytucja. Tutaj studenci zamawiają togi, a mężczyźni mogą kupić ubrania na każdą okazję. Tutaj mieści się również fryzjer dla studentów i pracowników Uniwersytetu Oxfordzkiego.

1 ponadczasowa, angielska klasyka // 2 toga naszej córki od renomowanego i co najważniejsze - licencjonowanego oxfordzkiego krawca // 3 tutaj mogą kupować i turyści i studenci. Tylko studenci mają duże zniżki. // 4 no dobrze - kupiłam :-)

1-4 już nie wiem, gdzie i kiedy to się zaczęło. Kupujemy synowi skarpetki w sklepach muzealnych

1 skarpetki z Adą Lace (Lovelace) w sklepie przy bibliotece - Ada to brytyjska XIX wieczna matematyczka, uznawana za pierwszą programistkę komputerową. Córka Byrona i niesamowita kobieta // 2 uwielbiam ten wzór Harris Tweed // 3 wybieramy skarpetki w kolejnym muzealnym sklepie // 4 w bibliotece jest wystawa poświęcona ptakom, więc w sklepiku pojawił się asortyment związany z ptakami 

1 Silent please - czasami myśle sobie, że powinnam kupić ten kubek // 2 miód, książki o pszczołach - w sklepiku muzealnym // 3 w sklepie z papierem - ten był piękny. Chyba wrócę do pisania zaproszeń // 4 w sklepie przy bibliotece można też kupić biżuterię

1-4 w sklepie muzealnym

W sklepie muzealnym
1 kalejdoskop to była jedna z moich ulubionych zabawek w dzieciństwie // 2 bardzo spodobały mi się te kubki // 3 marmurowe jajka // 4 piękne te lampki, ale bardzo drogie

1-4 w sklepie muzealnym

1-4 w sklepie muzealnym

W muzeum miasta Oxford można poznać historię słynnych pomarańczowych konfitur, które produkowane są w tym mieście od 1874 roku przez firmę Frank Cooper. Warto je kupić jako prezent czy pamiątkę z wizyty w mieście.

1 słoik po słynnych konfiturach produkowanych w Oxfordzie // 2 to ozdobne naczynie służyło do chowania w nim słoika pomarańczowych konfitur, żeby słoik nie zaburzał wyglądu elegancko nakrytego stołu // 3 powstawały też "podróbki" słynnych konfitur. Sprawa skończyła się procesem // 4 miejsc, w których można bezpłatnie napełnić butelki wodą jest bardzo dużo. Tap water czyli woda z kranu podawana jest bezpłatnie w restauracjach, urzędach, barach...

1-4 bardzo podobają mi się takie witryny sklepowe, a te drewniane portale dodają uroku ulicom

1 w takich serowych sklepach tracę głowę (a mój portfel zawartość ;-)) // 2, 3 w Oxfordzie ciężko znaleźć słodycze w takich opakowaniach, ale w Londynie jest ich już dużo // 4 te czepki kąpielowe mnie śmieszą, ale chyba mają wzięcie, bo można je kupić w wielu miejscach

Lubię księgarnie, bo książki w wersji papierowej są cały czas dla mnie bardzo ważne. Księgarnie z długą historią są miejscami, gdzie tracę poczucie czasu. W Oxfordzie jest ich dużo, ale w jednej spędziłam długie godziny. To księgarnia Blackwell założona w 1879 roku przez Benjamina Blackwella. Główna księgarnia zajmuje kilka pięter i jest rajem dla miłośników książek, szczególnie tych poświęconych sztuce, architekturze, nauce, ogrodnictwu, przyrodzie, kulinariom.... Na miejscu można kupić również piękny papier, notesy, pocztówki... W księgarni odbywają się często spotkania z autorami książek.
W księgarni Blackwell
1 notes Moleskine w wersji oxfordzkiej // 2 nadchodzące spotkania z pisarzami // 3,4 można kupić tutaj bardzo ładne kartki i pocztówki

Księgarnia Blackwell

1 przepadam w tej księgarni na długie godziny // 2 książek o ptakach można znaleźć tu bardzo dużo // 3 w dziale książek przyrodniczych // 4 dział kulinarny w tej księgarni jest niesamowity

piękne są te papiery // 2 w sklepie lokalnej ceramiczki // 3 florenckie papiery do origami - w dziecińswie uwielbiałam składanie z papieru // 4 Beatrix Potter i jej opowieści dla dzieci - te książki mają jedne z najpiękniejszych ilustracji. Na tych opowiadaniach wychowywał się nasz syn
 
1 sklepy ze starymi drukami i mapami - uwielbiam. Dużo ich w tym mieście // 2 jeden z najpiękniejszych sklepów z rzeczami z papieru // 3 ksiązeczki kucharskie z przepisami z angielskiej kuchni // 4 figurki w sklepie z antykami. Brytyjczycy mają do nich słabość. Dla mnie to ciągle przede wszystkim zbieracze kurzu.

1 uwielbiam klasyczne, czarne angielskie parasole z drewnianą rączką, ale te francuskie skradły moje serce // 2 takich siatek nigdy dość :-) // 3 uwielbiam te francuskie ściereczki // 4 lubię "chemię domową" w takich staroświeckich opakowaniach

Worcester College

Do Worcester College wybraliśmy się na plenerową wystawę rzeźb. Do college'u wchodzi się przez niewielką bramę prosto z ulicy, a za nią... otwiera się inny świat. Stare i nowe budynki (wielkie i całkiem małe, neoklasycystyczne i średniowieczne), imponujące trawniki, tajne korytarze i przejścia, strumienie i sadzawki, kwiaty, pnącza i stare drzewa, boisko do krykieta, korty tenisowe, wielkie i kameralne dziedzińce, klub wioślarski...kwintesencja starych college'y w Oxfordzie. Przepięknie tam jest.  
Worcester College.
1-4 te trawniki są imponujące. Po ich obejrzeniu mąż zdecydował się na zakupy i wizytę w sklepie ogrodniczym :-)

W Worcester College

W Worcester College

1-4 w Worcester College

1-4 razem z córeczką w Worcester College


W Worcester College

Worcester College.
1-3 na rozgrywkach krykieta // 4 w jednym ze starych korytarzy prowadzących na kolejny dziedziniec

1-4 na wystawie rzeźby w Worcester College. Te detale rzeźbione w marmurze urzekły mnie

Worcester College.
Brytyjczycy fundują ławeczki, żeby kogoś uczcić lub upamiętnić. To piękny zwyczaj.

1-4 Worcester College

Niezwykła kaplica w Worcester College. Ten college ma dwa chóry i tutaj odbywają się kilka razy w tygodniu koncerty

Worcester College
1 posadzka w kaplicy jest przepiękna // 2, 3 "ślady" klubu wioślarskiego // 4 w kaplicy są wypisane imiona i nazwiska wszystkich organistów tu pracujących

Ashmolean Museum w Oxfordzie

Uwielbiam muzea. Najbardziej muzea sztuki, ale też wszystkie inne. Wśród obrazów z jednej strony odpoczywam, a z drugiej oglądanie sztuki dostarcza mi tylu bodźców i wrażeń, że wychodzę z nich z mózgiem wołającym o odpoczynek. Brytyjskie muzea są niesamowite ze swoimi bogatymi zbiorami i w większości (muzea narodowe) są bezpłatne!
Brak opłat ma promować dostęp do sztuki i edukacji i zapewnić wszystkim, niezależnie od statusu majątkowego, równy dostęp do dziedzictwa kulturowego. Płatne bilety zniesiono w 2001 roku. Muzea generują zyski ze sklepów, kawiarni, płatnych wystaw czasowych i dobrowolnych datków. Ostatnio w brytyjskim parlamencie zaczyna się mówić o powrocie opłat za wstęp dla turystów zagranicznych.

Będąc w Wielkiej Brytanii czasami urządzam sobie maratony muzealne (kiedy mam mało czasu, a wielkie chęci), czasami delektuję się jednym godzinami, a czasami wpadam na chwilę pomiędzy zakupem bagietki, a spotkaniem, bo przechodzę obok i mam 30 minut w zapasie. Ashmolean Museum w Oxfordzie odwiedziłam już pięć razy i ciągle czuję niedosyt. I mają świetny sklepik muzealny.
To pierwsze na świecie muzeum uniwersyteckie i najstarsze publiczne muzeum w Wielkiej Brytanii. Pierwszy budynek przeznaczony specjalnie na muzeum powstał w latach 1678–1683 w celu wyeksponowania zbiorów Eliasa Ashmole’a, przekazanych przez niego uniwersytetowi w Oxfordzie w 1677. W tym budynku mieści się obecnie Museum of The History of Science (Muzeum Historii Nauki). 

Nocą 31 grudnia 1999 złodzieje korzystając z  rusztowania na sąsiednim budynku, wspięli się na dach muzeum Ashmolean i włamali, kradnąc jeden z obrazów Paula Cézanne ‘a -  Auvers-sur-Oise. Ponieważ żaden inny obraz nie zginął, a skradzionego obrazu nie wystawiono na sprzedaż, pojawiły się głosy, że była to kradzież na zamówienie. Obrazu do tej pory nie odnaleziono.

1-4 Ashmolean Museum

Z Oxfordu pojechaliśmy na jeden dzień do Londynu. I co robiliśmy? Chodziliśmy po muzeach :-). Niektóre odwiedziłam pierwszy raz, ale były i takie, w których byłam czwarty czy piąty raz. Za każdym razem odkrywam tam coś nowego, co mnie zachwyca. 

1-4 National Portrait Gallery w Londynie

Muzea w Oxfordzie
1, 4 Muzeum Historii Nauki // 2 wystawy w Weston Library // 3 Muzeum Historii Naturalnej 

1, 2 w sklepiku w Ashmolean Museum // w restauracji w Ashmolean Museum 

Kellogg College

Oxford University (Uniwersytet Oxfordzki) to najstarszy uniwersytet w Wielkiej Brytanii i krajach anglosaskich, a także najlepszy na świecie (według Times Higher Education). Dokładny rok jego założenia nie jest znany, ale wiadomo, że nauczanie tam odbywało się już w roku 1096 roku. To miejsce, w którym ważna jest tradycja i historia, a jednocześnie idzie z duchem czasów. Studiuje tu 26 000 studentów na studiach licencjackich i podyplomowych (magisterskich i doktoranckich). Absolwentami tej uczelni jest 73 laureatów nagrody Nobla, 30 premierów Wielkiej Brytanii, ale też wielu przywódców w innych państwach, 12 świętych (!), wielu poetów, pisarzy, naukowców, muzyków, kompozytorów, artystów, ale też aktorów. Nigella Lawson też ukończyła Oxford :-).

Nasza córka jest tą wielką szczęściarą, bo po długiej rekrutacji studiuje sztukę (na Ruskin School) na studiach magisterskich (ale takich, które rozpocząć można mając już tytuł magistra). Razem z nią studiuje jeszcze niecałe 20 osób. Jak sama mówi to największa przygoda jej życia i najwspanialsze studia na świecie. 

Uniwersytet to instytucja i rzeczywiście całe miasto żyje życiem uczelni. A legitymacja studencka otwiera tutaj prawie wszystkie drzwi i daje bardzo duże przywileje. Dzięki temu i my dużo zyskaliśmy, bo jako goście studenta mogliśmy wchodzić do miejsc, gdzie turysta nie wejdzie, zwiedzaliśmy różne miejsca jeszcze przed otwarciem dla turystów, mieliśmy indywidualne oprowadzanie, za wiele rzeczy nie musieliśmy płacić albo mieliśmy duże zniżki, mogliśmy uczestniczyć w wystawach, kolacjach i przyjęciach organizowanych przez college. 

Kierunek studiów i przynależność do college'u to dwie różne rzeczy. Uczelni zależy, żeby studenci (i wykładowcy) byli wymieszani i nawiązywali kontakty i relacje ze studentami z innych kierunków. College'ów jest 39, a nasza córka należy do Kellogg College.
To jeden z tzw. graduate colleges czyli mogą do niego należeć wyłącznie studenci studiów podyplomowych (magisterskich i doktoranckich). To też college, który słynie z dużej równości. Studenci i profesorowie jedzą tutaj przy jednym stole, a nie osobno czyli jadalnia nie wygląda jak ta w Hagvarcie ;-)

1, 2, 4 stare i nowe budynki wydziału sztuki (Ruskin School), na którym studiuje córka // 3 plakat informujący o czerwcowej wystawie dyplomowej studentów Ruskin School - dużo emocji przed naszą córką

1, 4 tak wygląda pracownia naszej córki i jej miejsce pracy // 2 córeczka // 3 wzruszające jest zobaczyć imię i nazwisko córki na plakacie wystawy dyplomowej

1. córka pokazuje nam swoje prace dyplomowe // 2 zazdroszczę tego dostępu do bibliotek z książkami o sztuce // 3 stare i cały czas pracujące maszyny do druku dawnymi metodami // 4 drukarka 4D drukuje córce formę do rzeźby - sztuka łączy się tu z nowoczesnością i technologią

1 wszędzie na rowerze (który przyleciał z nią z Polski) niezależnie od pogody i odległości // 2 dla studentów uniwersytetu prawie wszystkie drzwi w mieście są otwarte // 3 podobają mi się te studenckie imprezy - tu wspólne gotowanie i jedzenie zupy - każdy przynosi jakiś składnik // 4 deszcz nie jest tu rzadkością

College córki mieści się w wiktoriańskich budynkach

1 herb Kellogg College - college'u córki // 2, 3 budynki college'u Kellogg // 4 herby wszystkich college'hów'

Miseczka córki ze skarbami ;-)

Na kolacji w college'u córki
1 menu na dany dzień - jest oczywiście wybór. Jedzenie jest pyszne i bardzo urozmaicone. Kucharz wcześniej pracował w gwiazdkowej restauracji - nie jest to rzadkością w stołówkach w college'ach // 2, 3 do kolacji podawana jest woda, a do deseru kawa i herbata - oczywiście jest i mleko do niej :-) // 4 herby są na całej zastawie

1-4 oglądamy wystawę o powiązaniach Kellogg College i centrum kryptologicznego Bletchley Park. // 2 Alan Turing, to dla mnie geniusz, który był ofiarą uprzedzeń i konserwatywnej moralności // 3 jedna z wykładowczyń z college'u była pracowniczką Bletchley Park // 4 słynna krzyżówka opublikowana w 1942 roku w The Daily Telegraph, dzięki której rekrutowano pracowników do centrum kryptologicznego

1, 2 jako goście na przyjęciu w college'u córki - angielskie rzemieślnicze sery i francuskie wina // 3, 4 a po przyjęciu poszliśmy na włoskie lody :-)

1 warto tu przyjść na obiad, słynną angielską niedzielną pieczeń albo popołudniową herbatę // 2, 3 w Oxfordzie jest dużo małych, starych cmentarzy. To miejsce spacerów, odpoczynku, ale też spotkań i przerw na posiłek // 4 spodobała mi się ta kościelna tablica zrobiona z pociętych na plastry korków od wina

Z wizytą w Lincoln College

1-4 to co jest niedostępne dla turystów, dla nas jako gości studentki stało się otwarte

Punts - tradycyjne płaskodenne łodzie. Pływanie nimi to jedna z atrakcji Oxfordu.

1-4 w słoneczny dzień pływanie tymi płaskodennymi łodziami to wręcz punkt obowiązkowy pobytu w mieście.

A wiecie, że Tamiza przepływa też przez Oxford


Na Moście Magdalen

W Oxfordzie są bydynki, które są wręcz obowiązkowe do zwiedzania dla turystów tu przyjeżdżających. My często zwiedzaliśmy je na zasadach gości studentki, więc było to wręcz ekskluzywne. O tym co zwiedzić w Oxfordzie napiszę w osobnym poście, (inaczej bym nie skończyła tych wspomnień :-)). Teraz chcę napisać tylko o emocjach jakie nam towarzyszyły zwiedzając Sheldonian Theatre . Budynek został ukończony w drugiej połowie XVII wieku i jest miejscem, w którym odbywają się wszystkie uroczystości i ceremonie. To tutaj odbywa się immatrykulacja - kandydaci składają przysięgę studencką i od tej chwili stają się formalnie studentami Uniwersytetu Oxfordzkiego. Wszyscy ubrani są w formalne stroje. Rodzaj strojów jest określony i nie ma żadnych odstępstw. Studenci obowiązkowo mają założone togi na białe koszule z zawiązaną wstążką do czarnych spódnic lub spodni. (kobiety), a mężczyźni na czarne garnitury i białe muchy lub czarne krawaty. Do tego na głowę zakłada się birety (mortarboard), które zdejmuje się przy wchodzeniu do pomieszczeń. Togi są różnorodne. Inne mają studenci licencjatu, studiów magisterskich, doktoranckich, stypendyści, profesorowie. Formalne stroje są obowiązkowe na wszystkich uroczystościach, egzaminach, zaliczeniach i koncertach. W dzień immatrykulacji miasto jest pełne studentów w togach: idących, jadących na rowerach, hulajnogach.... Podobno do miasta zjeżdżają turyści i Brytyjczycy, żeby obejrzeć ten niezwykły widok. 
Z kopuły w Sheldonian Theatre jest chyba najlepszy widok na wszystkie strony Oxfordu. 

Sheldonian Theatre

Sheldonian Theatre

W Sheldonian Theatre

Widok z kopuły Sheldonian Theatre

Radcliffe Camera

1-4 zabytki Oxfordu, które cały czas służą studentom 

1-4 słynne budynki Oxfordu

Most Hertford

1-4 detale

1-4 herby
1-4 detale
1-4 te miejsca "trzeba" zobaczyć
1 Wrocław jest miastem partnerskim Oxfordu // 2 za tą bramą jest jedna z ponad 100 bibliotek w mieście // 3 czyż nie wspaniale iść taką drogą na wykłady // 4 najstarszy pub

1 lubię te obrośnięte stare mury // 2 kawa ze zniżką na legitymację studencką // 3 Weston Library - tu są wystawy, biblioteka i miejsce, gdzie kupuje się bilety do wielu miejsc do zwiedzania // 4 takie samochody nie są niczym niezwykłym w mieście

Przed Divinity School

1, 4 Divinity School, najstarsza, pochodząca z XV wieku sala wykładowa i egzaminacyjna Uniwersytetu Oksfordzkiego. W filmie o Harrym Potterze grała szpital Hogwartu. // 2, 3 biblioteka Bodleian

Biblioteka Bodleian

1-4 Biblioteka Bodleian

Biblioteka Bodleian

Na jeden dzień pojechaliśmy do Londynu. Na muzealny maraton. Ja byłam w trzech, a mąż w dwóch. Do stolicy pojechaliśmy autobusem, bo była to najwygodniejsza dla nas forma podróży. Przystanek mieliśmy pod domem, a czas przejazdu był bardzo atrakcyjny. W Londynie zjedliśmy sniadanie w duńskiej piekarni, która ostatnio stała się moim ulubionym miejscem na jedzenie w tym mieście. Planowaliśmy przemieszczać się z miejsca na miejsce komunikacją, ale... pogoda była tak piękna, że wszędzie chodziliśmy pieszo i pod koniec dnia mój krokomierz pokazał, że mam w nogach 25 km. Oprócz emocji związanych z oglądaniem muzeów, miałam nieplanowane emocje związane z kręceniem kolejnego sezonu "Dyplomatki" koło parlamentu. 
1 autobusem do Londynu // 2-4 śniadanie w ulubionej duńskiej piekarni

Pogoda taka piękna, że wędruję przez Londyn pieszo

1-4 spacerem wzdłuż Tamizy

1-4 wszystkie londyńskie symbole na mojej trasie spacerowej

Oxford nie jest daleko od Londynu, ale Tamiza wygląda tutaj zupełnie inaczej

Muzeum Tate Britain

1-4 muzeum Tate Britain i okolice

Florence Nightingale - twórczyni nowoczesnego pielęgniarstwa. Uczyłam się o niej na studiach, ale tak, że obrzydzono mi jej postać. Teraz w National Portrait Gallery odkrywam ją na nowo

1-4 w londyńskim muzeum Tate Britain
1-4 National Portrait Gallery

1-4 National Portrait Gallery

Uwielbiam ten obraz Hendricka Avercampa. Kupiłam świąteczne kartki z reprodukcją obrazu.

1,3,4 w bistro w National Gallery - pięknie i pysznie jest tutaj. I oczywiście woda jest tu dostępna za darmo dla wszystkich // te posadzki...

1-4  w National Gallery 

1-4  w National Gallery 

1 księżna Diana jako Mary Poppins // 2 w tym sklepie sprzedają francuskie snickersy, ale też reperują na miejscu. I to mi się podoba // 3 te samochody bez kierowców ciągle mnie zadziwiają // 4 na szlaku jubileuszowym

Parę godzin zwiedzaliśmy Londyn na własną rękę, a teraz mamy część wspólną

1 z okna muzeum // 2 te wieńce z maków zostały po listopadowym Dniu Pamięci // 3, 4 zamknęli już muzea, ruszamy teraz coś zjeść
 
Buckingham Palace

Kończy się dzień, a my przemierzamy pieszo Londyn

1-4 śladami brytyjskiej monarchii

Wróciliśmy "do domu". Przez jeden ciepły dzień gigantyczne maki rozwinęły się.

1 w słynnej Wagamama // 2 następnym razem chciałabym pójść do teatru w Oxfordzie // 3 burgund czy śliwka? // 4 z wizytą w pubie - frytki bardzo dobre, a krążki cebulowe najgorsze w życiu

1 ten obrazek córki zabieramy do domu // 2 przed domem Halleya // 3 tę książkę chcę koniecznie przeczytać po powrocie // 4 podoba mi się

1 Oxford to miasto rowerzystów, którzy mogą się czuć bezpiecznie // 2 to między innymi było w pakiecie powitalnym dla studentów // 3 czosnek kupiony w sklepiku na rogu - kosztował w przeliczeniu złotówkę! // 4 wiecie do czego to służy? Do czyszczenia podeszw butów z błota 

1 po deszczu wyszło słońce // 2 pogoda sprzyja, żeby roślinność rosła wszędzie // czas kupić pocztówki // 4 przyjechaliśmy z dwiema walizkami, a wyjeżdżamy z czterema - przerażające :-)

Nadszedł dzień powrotu do domu. Ten pobyt był pełen wrażeń i emocji. Dobrego jedzenia (tak, pysznego, brytyjskiego jedzenia!), dużej ilości świetnej herbaty z mlekiem, pysznego chleba i doskonałego sera. To był intensywny czas pełen sztuki i odkrywania brytyjskiej tradycji. Ile kilometrów przeszłam, to nawet nie zliczę. Ile godzin przespałam... dużo za mało :-).

 Uzmysłowiłam sobie w czasie tego wyjazdu jak niesamowita jest nasza córka. Wcześniej też o tym wiedziałam, ale teraz uzmysłowiłam sobie jak bardzo. Z jednej strony widać, że w Oxfordzie i na studiach czuje się wspaniale i świetnie odnalazła się w tej nowej rzeczywistości, ale z drugiej zdałam sobie sprawę jak trudną drogę musiała przejść. Dostanie się na ten uniwersytet i kierunek, to jej WIELKI sukces, ale to był dopiero początek. Znaleźć mieszkanie, przejść przez te wszystkie castingi i rozmowy, żeby zostać wybranym na lokatorkę jedynego wolnego mieszkania w tak atrakcyjnym miejscu, to kolejny wielki sukces. A potem umowy, płatności, przelewy, gwarancje, tłumaczenia przysięgłe dokumentów z banku, szukanie dostawców i podpisywanie umów na prąd, wodę, internet, kupowanie całego wyposażenia mieszkania od łóżka, materaca, stołu, przez garnki, talerze, ściereczki, mydło i materiały na studia. Jednego dnia przyleciała z walizkami i rowerem, a drugiego musiała zacząć organizować nowe życie. I to wszystko pilnując, żeby nie przekroczyć budżetu. A do tego nowi sąsiedzi, nowi znajomi na studiach, nowi wykładowcy, wymagania i wszystko w innym języku z akcentami z różnych stron świata. I najważniejsze: nauka, zaliczenia, egzaminy, praca twórcza...Myślę, że tak naprawdę, to nie zdaję sobie sprawy jakie to wszystko było trudne. Patrzę na nią teraz i podziwiam jeszcze bardziej. W jak wiele rzeczy się zaangażowała w życiu uniwersytetu i wydziału. Trenuje w uniwersyteckim klubie szermierczym, organizuje u siebie tematyczne "obiady czwartkowe" czyli niedzielne kolacje, integruje studentów studiów licencjackich, ale też dzięki nowym kontaktom spełnia marzenia i poznaje światowej sławy artystów. Do tego nawiązała niesamowite relacje z sąsiadami. Mówi się dużo o chłodnym podejściu Brytyjczyków w kontaktach z innymi, a tu kwitnie życie towarzyskie mimo różnicy pokoleń. Herbatki, ploteczki, spotkania, ale też pomoc w życiu codziennym. Od jednej sąsiadki córka ma żelazko, od innej krzesła, a jeszcze od innej wazony. To co jest jednak najważniejsze, to piękne słowa jakie słyszę o córce od jej sąsiadów. Oczywiście chciałabym mieć ją bliżej, ale czuję jak jest tam jej dobrze. Niech dalej marzy i realizuje te marzenia. 


Autobusem dotarliśmy na  lotnisko szybko i sprawnie, nadaliśmy wszystkie walizki i mieliśmy jeszcze chwilę na herbatę i relaks. Już siedząc w samolocie dowiedzieliśmy się, że musimy trochę tu spędzić czasu, bo nadchodzi nawałnica i wstrzymano starty większości samolotów. Zanim pogoda wróciła do normy i przyszła nasza kolej na start, minęły dwie godziny. Nie niecierpliwię się już w takich sytuacjach. I tak nie mam na nie wpływu. Najważniejsze jest bezpieczeństwo. A patrząc na to co działo się za oknem, to cieszyłam się, że jesteśmy na płycie lotniska.

1 wsiadając do samolotu patrzyliśmy na nadciągające czarne chmury // 2 dwie godziny całkiem szybko i miło minęły // 3, 4 a za oknem szaleją żywioły

1 w czasie burzy było niesamowite światło // 2-4 a teraz już prosto do domu

Potrzebuję coraz bardziej dnia aklimatyzacji po dłuższym wyjeździe. Na rozpakowanie, znalezienia miejsca na nowe rzeczy i na powrót do rutyny. Chleba chociaż rano nie musiałam kupować, bo... przywiozłam jeden z piekarni w Oxfordzie :-).

1, 3, 4 z wizytą w ulubionej, lokalnej piekarni // 2 końcu znalazłam ukrytą buteleczkę spirytusu i mogłam zrobić nową esencję waniliową.


1-4 domowe jedzenie, to zawsze gwarancja powrotu do dobrej codzienności

1 dobrze mieć w domu słoik kiszonych ogórków z Podlasie // 2 coraz więcej truskawek na moim targu i z dnia na dzień coraz tańsze // 3 mamy sezon na przebite koła? // 4 przyszła dostawa ulubionych buraczków

1 brytyjskie zakupy, które niesamowicie cieszą // 2 codziennie wyższe :-). Własne sadzonki dają mi masę radości // 3 zmieniam grządkę ziołową w ogrodzie. Ściełam całą miętę i melisę i suszę do lemoniad i naparów // 4 "Rywale" ten serial jest genialny. Brytyjski humor i klimaty oraz przepiękny Cotswolds 

To był taki spontaniczny i fantastyczny pomysł. Zastanawialiśmy się gdzie pojechać na wycieczkę rowerową i padło na... Podlasie. Zawsze tam wracam z przyjemnością. Pogoda zapowiadała się wspaniale, więc pomyślałam, że to idealna okazja na piknik. Uwielbiam je organizować i wszystko co jest z nimi związane. Ustalanie menu, gotowanie, szykowanie naczyń, koszyków i toreb. I w końcu mogłam wykorzystać mój nowy koszyk piknikowy z Fortnum & Mason :-).
1 trzeba zapełnić torby termiczne wiktuałami. Te torby dostałam uczestnicząc w kursie w Le Cordon Bleu. Bardzo się przydają. // 2-4 trafiliśmy na jarmark z lokalnymi produktami w Supraślu.

1-4 jarmark w Supraślu z produktami z lokalnym rzemiosłem

1, 3, 4 podlaskie klimaty // 2 teraz często tak wygląda nasz tył samochodu :-).

Nasz podlaski piknik

1-4 lubię te nasze pikniki

Piknik u schyłku dnia

Cudownie tak siedzieć na łące, patrzeć na zachód słońca, słuchać rechotu żab i... nie musieć już nigdzie jechać, bo nocleg mamy tuż obok

Kończy się długi i piękny dzień.

Na Podlasiu mamy nocleg w tak pięknym miejscu, że już nie szukam niczego nowego. To agroturystyka "Dawno temu". Pisałam o niej w poście o Podlasiu. Znajdziecie go TUTAJ. To cudowne miejsce ze wspaniałymi gospodarzami, pięknym otoczeniem i pysznym jedzeniem. Podlasie na rower jest wspaniałe, ale są też trasy, które dają w kość, a dokładniej w głowę :-). Wybraliśmy jedną, która najpierw prowadziła po ścieżce rowerowej (wspaniałej), leśną drogą (wspaniałą) i po szutrze (brrrr). Szutrowa droga sama w sobie jest świetna na rower, ale nie szutrowa pełna małych garbów. Jazda po niej wprowadza głowę w takie drżenie, że... ciężko wyostrzyć wzrok :-). Pupa też nie kocha takich garbów ;-).
Kolejna trasa, którą pojechaliśmy to była Droga Carska przez Biebrzański Park Narodowy. Idealna. Asfaltowa z małym ruchem samochodowym i ze wspaniałymi widokami. Nie pamiętam, kiedy mi się aż tak cudownie jechało (i szybko), jak tą drogą. 

1 piknikowy deser w słoiczku // 2 ogródek warzywny w naszej agroturystyce // 3 poszłam odwiedzić szwajcarski wór na cukier ;-). Kiedy byliśmy tu miesiąc wcześniej, rano poszłam na spacer i zobaczyłam przy jednym z domów... szwajcarski worek. To było tak zaskakujące, że teraz poszłam sprawdzić czy nadal jest. I był :-). // 4 przyroda jest z nami blisko

1-4 to było magiczne - koncert żab w przydomowym stawie. Rechot był niesamowicie głośny i towarzyszył nam, kiedy zasypialiśmy i kiedy się budziliśmy. Siedzieliśmy nad tym stawem długo zasłuchani w tę żabią muzykę.

1-4 śniadania w agroturystyce są GENIALNE. 

1 pysznie zaczynamy dzień // 2 mamy jeszcze ciasto, które upiekłam na piknik // 3 uwielbiam oglądać ogródki warzywne // 4 a na obiad zjedliśmy po pyzie na głowę ;-) czyli po supraskim kartaczu

1 Carska droga - idealna trasa na rower // 2 a do domu przywieziemy bukiet z rzepaku zerwanego w rowie // 3 ten rzepak na polu tylko podziwiam z daleka // 4 rower po szlakach Biebrzańskiego Parku Narodowego to doskonały pomysł

Wróciliśmy z Podlasia i poszliśmy do telewizji ;-). Temat dziewczynki z portretu powrócił :-). To było miłe i miałam piękny makijaż :-).

1, 4 razem w telewizji // 2 mała ja // 3 i to też mała ja

1 po powrocie z Oxfordu wstąpiła we mnie nowa energia ogrodnicza. Sieję, wyrywam chwasty, podlewam, kupuję sadzonki... // 2 i chcę posadzić więcej róż // 3 kupiłam sadzonki cosmosów, ale też posadziłam z angielskich nasion. Zobaczymy co z tego wyjdzie kiepskiej ogrodniczce // 4 czas nielotów. To trudny dla nich czas, ale przyjemnie się na nie patrzy jak wchodzą w dorosłe życie.

Sztuki nigdy dość. Na wystawie poświęconej plecionkarstwu

1-4 lubię wystawy organizowane w willi Gawrońskich w Warszawie. Odkrywam na nich nieznaną mi sztukę.
Moja mama

Czasami bycie mamą nie jest łatwe, ale jednocześnie to rola, która daje nam poczuć wielkość miłości. Jako mama odczuwam największą dumę z sukcesów dzieci, a ich problemy i kłopoty dostarczają mi największych lęków i smutku. To niesamowite zadanie pokazać dzieciom świat i jak w tym świecie pływać po wierzchu. Jak każda mama popełniłam masę błędów wychowując nasze dzieci, ale jednocześnie wiem, że dałam im z siebie wszystko co mogłam. 
Cudownie móc tak mocno kogoś kochać.
1 podobają mi się te bursztynowe korale przewiązane wstążką // 2 na wystawie plecionkarstwa // 3, 4 na początku miesiąca patrzyłam na dwa dorosłe, a teraz obserwuję całą rodzinkę. Piękne są te brzydkie kaczątka.


1-4 stałe miejsce na posiłek w drodze nad morze - Młyn Mariaszek. Lepszego nie znaleźliśmy

W tym świetle ta droga wygląda jak w jesiennej aurze

1-4 ukochane drzewo (które tak naprawdę jest kępą drzew)

Ukochany widok

Codziennie inny, codziennie piękny

1-4 jedno z ukochanych miejsc w moim życiu

W tym roku wyjątkowo późno przyjechaliśmy nad morze, żeby otworzyć nasz mały, drewniany domek. Mieliśmy wszystko zaplanowane. Jeden dzień wspólnego sprzątania po zimie (dom zamykamy wysprzątany na błysk, a jak go otwieramy, to do sprzątania jest wszystko), a potem spacery, rowery, trochę mojego pisania. A co z tych planów wyszło?
Przyjechaliśmy wieczorem. Zdążyliśmy jeszcze obejrzeć resztki zachodzącego słońca nad morzem i wzięliśmy się za otwieranie domku. Prąd włączyliśmy, wodę włączyliśmy, a... woda zaczęła tryskać ze ściany! Oznaczało to jedno. Zimą pękła nam rura. Do rana niczego już nie zrobimy. Idziemy brudni spać, a dzień zaczniemy od poszukiwań hydraulika. Siedliśmy na tarasie, żeby podumać nad ciężką zimą, a spod tarasu wyszedł... mały lisek. Zaskoczenie było tak duże, że znieruchomieliśmy. Lisek czmychnął z powrotem pod taras.

W niedzielę o hydraulika na tych terenach nie jest łatwo. W końcu się udaje. Okazało się, że rura pękła nam w dwóch miejscach! Trzeba było zrywać deski z domu na dwóch ścianach, roboty było co niemiara. Hałas, zamieszanie..., a spod tarasu wychodzi lisek. Rozgląda się z ciekawością i... nigdzie się nie wybiera. 
Co zrobić, żeby temu maluchowi nie zaszkodzić? Dzwonię do leśniczego. To mądry, młody człowiek. Mieliśmy już wcześniej z nim kontakt, więc wiedziałam, że coś nam doradzi. Dużo dowiedziałam się od niego o życiu i zwyczajach lisów i co powinniśmy robić, a czego nie robić, żeby mu nie zaszkodzić. Oczywiście jest opcja  zawiadomienia gminy, że mamy dzikie zwierzę na naszym terenie, a oni przyślą do nas hycla (co za straszne słowo), który złapie liska i wywiezie go w głąb lasu. Wywiezie albo i nie. Od razu zapala mi się czerwona lampka jak słyszę takie słowa. Nikogo nie zawiadamiamy. Staramy się jak najmniej mu przeszkadzać, nie karmić go, nie dotykać i obserwujemy go z dystansu. Tak naprawdę to my jesteśmy u niego, a nie on u nas. 
Na drugi dzień rano zaparzyłam kawę i patrzyłam na harce lisiego malucha na tarasie. W tym czasie piekarnik rozgrzewał się do pieczenia wieczorem zrobionego chleba na zakwasie. Już miałam go wkładać, kiedy trzasnęły korki i zapadła ciemność.
Pierwszy dzień pobytu - nie mamy wody.
Drugi dzień pobytu - nie mamy prądu.
Ciąg dalszy historii w czerwcowych wspomnieniach.

1 co mróz potrafi zrobić z miedzianą rurą! // 2 przyjechał nasz wybawca - hydraulik // 3 mobilny warsztat pracy hydraulika // 4 mamy działające ujęcie do węża przeciwpożarowego - to stało się naszym źródłem wody. I mamy miskę!!! Model sprzed 40 lat! Albo i więcej. 

Nasz nowy lokator albo raczej to my jesteśmy jego lokatorami.

1, 3 te wschody i zachody słońca są tutaj magiczne // 2 zamieszkaliśmy nad jego domem, ale on się tym wcale nie przejmuje. // 4 jak ja lubię obserwować bociany 

Proste nadmorskie jedzenie: młode, malutkie ziemniaki z koperkiem i surówka z marchewki z azjatycką nutą - wiosenne fusion.

1 w ulubionym sezonowym, nadmorskim sklepiku - wszystko dobre i wszystko strasznie drogie // 2 jedzenie na tarasie to największa przyjemność // 3 zużycie naczyń ograniczone do minimum, bo woda tylko w ujęciu przeciwpożarowym // 4 tegoroczne odkrycie - śledzie z małej wytwórni we Władysławowie

Ten miesiąc był niesamowity i wspaniały. Dostarczył mi tylu niezwykłych emocji i wydarzeń, że mogłabym obdarować nimi ze trzy - cztery miesiące. Upewniłam się, że Oxford jest wspaniałym miejscem i zdecydowanie wolę go niż wielki i hałaśliwy Londyn, Podlasie, to jeden z najpiękniejszych regionów w Polsce, a polskie morze i nasz azyl kocham miłością wielką (nawet jak rury pękają i prąd znika). 

Jeżeli dotarliście, aż do tego miejsca, to bardzo Wam dziękuję, bo jesteście wytrwali ;-). Czasami myślę, że to moje pisanie wspomnień, jest jak pokazywanie komuś zdjęć z wakacji. Jedno, dwa, trzy cieszą i ciekawią, ale reszta jest interesująca tylko dla pokazującego. Jednocześnie wiem, że jest Was czekających na te podsumowania całkiem spora grupa, co mnie niezwykle cieszy. 
Tak więc, dziękuję, że tu jesteście i zostawiacie ślady swojej obecności.


A co nam przyniesie czerwiec?

































































































































































































































































































































Komentarze

Popularne posty