A diary from last month. Styczeń 2026
Wracam do pisania wspomnień i comiesięcznych podsumowań. Brakowało mi tego, a wiem, że i Wam. Często brakowało mi czasu, bo te podsumowania nie należą do krótkich, a kiedy już były prawie gotowe, to miesiąc był w połowie i uważałam, że publikacja nie ma sensu. Nowy Rok - powrót do starych zwyczajów.
Zaczynając nowy rok, muszę wrócić do ostatniego dnia poprzedniego. Po świętach wyjechaliśmy do przyjaciół do Szwajcarii, żeby wspólnie zacząć nowy kalendarz. Miał być śnieg, prawdziwa zima i słońce. Tak to wyglądało w mojej wyobraźni. Śniegu było więcej w Polsce.
W ostatni dzień grudnia ustaliliśmy menu na kolację, zrobiliśmy zakupy i pojechaliśmy do Bex w kantonie Vaud do muzeum i kopalni soli. Lubię takie miejsca, ale czuję niedosyt, bo trasa zwiedzania była znacznie skrócona i okrojona ze względu na prace remontowe. To oznacza jedno: muszę tam wrócić. Przy okazji w sklepiku kopalnianym zrobiliśmy fajne zakupy. Udało mi się namówić męża na zakup 6,5 kilogramowego pojemnika soli, na sól drogową już nie dał się namówić ;-).
1 obowiązkowe kaski i możemy zacząć zwiedzanie kopalni z przewodnikiem // 2 soli drogowej niestety nie kupiliśmy ;-) // 3 mam niezły zapas soli // 4 zakupy w sklepach muzealnych to coś, co lubię bardzo, ale... nigdy w takim sklepie nie kupowałam soli do zmywarki
Szczęśliwego Nowego Roku
1 sylwestrowe kobiety // 2, 4 tego dnia szampana sobie nie żałowaliśmy ;-) // 3 FRIENDS
1 uwielbiam te kieliszki i ich historię // 2 szykujemy przystawki // 3 wiadomo kto tu rządzi // 4 seler długo, długo pieczony - genialny
W Nowy Rok obudziłam się szczęśliwa, patrząc na wiszącą na wieszaku sukienkę, wspominałam wspólne, radosne witanie nowego rozdziału. Pierwsza kawa, pierwszy spacer z ukochanym psem po zamarzniętych polach, pierwsze poranne, beztroskie rozmowy i... wtedy przyszła wiadomość o tragedii, która wydarzyła się w nocy w Crans Montana. Ogrom ofiar, ich młody wiek, to, że znaliśmy tę miejscowość (stamtąd wyruszaliśmy na szlaki rowerowe i piesze, tam wypożyczaliśmy rower, tam...) i byliśmy na miejscu w Szwajcarii, ktoś kogoś znał, kto wyszedł tuż przed pożarem... I nagle cały ten lekki nastrój prysnął. Dochodziły nowe wiadomości, wyobraźnia zaczęła działać na najwyższych obrotach... i ta szwajcarska tragedia mocno zakorzeniła się w mojej głowie. Myślę, że wielki wpływ na tak silne odczucie tej tragedii, miało to, że byliśmy na miejscu. Ta ilość informacji o ofiarach, zajętych wszystkich szpitalach w całym kraju, żałoba narodowa, opuszczone flagi, uroczystości upamiętniające ofiary, odwołane wydarzenia kulturalne, zdjęcia i nagłówki we wszystkich gazetach, rozmowy ze Szwajcarami, pytania nadciągające z Polski czy ze mną jest wszystko dobrze... Bardzo przeżyłam tę szwajcarską tragedię. Kiedy kilka dni później szliśmy ulicą, a na niej leżały resztki sylwestrowego confetti, to na ich widok znowu zaczęliśmy rozmowy o wydarzeniach w Crans Montana. Jak codziennie, kilka razy dziennie...
1, 2, 4 opuszczone flagi, żałoba narodowa... taką Szwajcarię widziałam pierwszy raz i chyba sama Szwajcaria pierwszy raz taka była // 3 kilka miesięcy wcześniej w Crans Montana
Uwielbiam gotować w Szwajcarii. Zaczynając od poznawania nowych przepisów, po zakupy lokalnych produktów, przez sam proces przygotowywania posiłków. A jak jest kilka osób, to gotuje się dużo :-)... i to było wspaniałe. Mój mąż mówi, że myśmy w czasie ostatniego pobytu non stop jedli. Ja mam wrażenie, że częściej opróżnialiśmy zmywarkę i rozmawialiśmy o jedzeniu ;-). Chociaż muszę przyznać, że jedliśmy sporo i BARDZO dobrze. Śniadania, ach te śniadania - tosty francuskie z babki kugelhopf przywiezionej z Alzacji, Dutch baby w wersji słodkiej i wytrawnej, francuskie, rzemieślnicze konfitury, szakszuki w różnych wersjach i sery, sery, sery. Do śniadania, po obiedzie, po kolacji. Sery w najróżniejszych odmianach, od przeróżnych producentów, znane i nieznane.... I noworoczne fondue... Uwielbiam to danie. Są Szwajcarzy, którzy jedzą fondue przez cały rok. Dla mnie to danie na zimne dni. Wtedy smakuje najlepiej
Technika mieszania też ma znaczenie, ale najważniejsze są składniki
Serów jedliśmy sporo, ale cztery były moje ulubione: oczywiście dobrze dojrzały
Gruyère, Vacherin Mont-d'Or, (z kantonu Jura) który robi się tylko przez kilka miesięcy (od września do kwietnia) - ser niesamowicie intensywny w zapachu, a gładki, kremowy w smaku, Tomme fleurette de Rougemont (z kantonu Vaud) - śmietankowy, pokryty białą skórką, z płynącym wnętrzem i Belper Knolle (z oklicy Berna) - ser wyglądający jak trufla i smakujący jak trufla - genialny. O serze Gruyère pisałam niedawno obszerny post, więc teraz nie będę się powtarzać. Ten post znajdziecie TUTAJ.
O innych serach napiszę wkrótce.
Uwielbiam w Szwajcarii tą ich różnorodność mleczarską, jakość i wybór. Są sery, które można kupić tylko w danych kantonie, a wręcz tylko w określonej gminie czy mieście. Czasami nie jest to wygodne, ale z drugiej strony mobilizuje do jedzenia produktów w regionie, w którym jesteśmy. Do takich produktów należy ser Belper Knolle. Produkowany jest pod Bernem i tylko w mieście i okolicach można go kupić. Zakochałam się w jego smaku - szczególnie tę wersję truflową.
1, 2 Vacherin Mont-d'Or - dla mnie król zimowych serów. Na zimno i na ciepło. // 3 Belper Knolle w wersji truflowej. Wygląda jak trufla albo ziemniaczek // 4 sery trzeba wyjąć przed jedzeniem na blat minimum godzinę przed jedzeniem, żeby ogrzały się do temperatury pokojowej
1 Vacherin Mont-d'Or - jak on płynie // 2 Appenzeller - to jeden z najbardziej znanych szwajcarskich serów // 3 Tomme fleurette de Rougemont - klasyczny i truflowy i jeszcze kilka innych ze sklepu mleczarskiego w Yverdon // 4 Tomme fleurette de Rougemont i Tête de Moine - i o tych serach MUSZĘ Wam napisać
1 ser z tłuściutkiej śmietanki z Gruyère // 2 i jeszcze kawałek Emmentalera poproszę // 3 gotowy tarty ser na ulubione fondue moitié-moitié czyli pół na pół ser Gruyère AOP i Vacherin Fribourgeois // 4 kupiliśmy sery na kolację w tym dwa rodzaje Belper Knolle
Deska serów musi być - do każdego posiłku
1-4 nasze stołowe przyjemności
1-4 a po powrocie DIETA.
Ten najkochańszy pies na świecie cierpliwie czeka na kawałek sera
1 chleb to mieliśmy najlepszy w całym kantonie Vaud // 2 kontrola stołu i jego zawartości // 3 najprostszy i najcudowniejszy deser - beza i śmietana z Gruyère z owocami
Czasami trochę się niecierpliwi czekając na kawałek sera.
W czasie naszego pobytu odwiedziliśmy mleczarnię Fromagerie de la Côte-aux-Fées w kantonie Neuchâtel , która produkuje ser Gruyère , który został zwycięzcą w międzynarodowym konkursie na najlepszy ser. Ser jest genialny w smaku, a mleczarnia i nagrodzony serowar uroczy. Więcej o tym serze i mleczarni przeczytacie w poście, który znajdziecie TUTAJ.
Te półki pełne dojrzewających serów zawsze mnie zachwycają
1 szczęśliwa - dopuszczona do skarbca // 2 tu można kupić zwycięski ser // 3 sklep przy mleczarni Fromagerie de la Côte-aux-Fées // 4 nagrodzony serowar z serem Gruyère
1, 4 delektujemy się nagrodzonym serem Gruyère // 2 to dzieło pracy rąk, doświadczenia, mleka od szczęśliwych krów i jeszcze wielu, wielu czynników // 3 we Fromagerie de la Côte-aux-Fées jest spory wybór serów
Nie ukrywam, że lubię (bardzo lubię) robić w Szwajcarii zakupy. Przez lata przyjeżdżania do tego kraju moje zakupy zmieniły się. Ja się zmieniłam, moja świadomość i wiedza o szwajcarskich produktach zmieniła się. Uwielbiam ich regionalne produkty, tradycyjne wyroby, zakupy u producentów, lokalne specjalności. Mam wrażenie, że tak można dobrze i przyjemnie poznać kraj.
W tych pudełkach (jakich ładnych) kryje się berneński specjał Berner Mandelbärli
Berner Mandelbärli to berneński specjał. Ciastka w kształcie misiów (symboli Berna) wytwarzane z migdałów, cukru, masła i białek jaj. Niepozorne, a zaskakująco aromatyczne i pyszne. Można je kupić w całym mieście. W supermarketach, sklepach specjalistycznych i przeróżnych cukierniach. Dostępne są w wielu smakach: sezonowych i stałych - czekoladowe, cytrynowe, figowe, pistacjowe, kasztanowe, jabłkowe, truskawkowe, korzenne... smaków jest 21. Można je kupić również w wersji bezglutenowej.
1 wełniane, zrobione w Szwajcarii // 2 mam słabość do tych szwajcarskich wycinanek // 3 wiecie, że w Szwajcarii można w sklepie kupić jajka ugotowane na twardo? To ten w farbowanych skorupkach // 4 jak myślicie - kupiłam sobie takie skarpetki czy nie?
1 dotarłam do sklepu dla profesjonalnych piekarzy i cukierników - nie wyszłam stamtąd z pustymi rękami ;-) // 2 te sycylijskie baby panettone z wytwórni Fiasconaro pierwszy raz poznałam właśnie w Szwajcarii. Dobre są. Nawet bardzo. I puszki mają ładne // 3 francuskie makaroniki firmy Ladurée kupowałam nieraz w Szwajcarii, ale te w Montreaux... miały przesadzoną cenę. 8 franków za makaronika. Zrezygnowałam. Prawie 37 złotych za małego makaronika... Nie sprawiłyby mi przyjemności. // 4 Mała kompaktowa wałkowarka - laminator do ciasta firmy De Buyer - moje najnowsze marzenie.
To bardzo oryginalny produkt z kantonu Appenzell - smarowidło z dodatkiem ekstraktu z jałowca. Używa się jako dodatek do chleba, herbaty, jogurtu, mleka albo jako dodatek do sosów do pieczonych mięs.
1 karmel z solonym masłem - ten smakołyk robią też Szwajcarzy // 2 od 2005 roku absynt w Szwajcarii znowu jest legalny. Pochodzi z kantonu Neuchâtel. Nie przepadam za jego smakiem, ale muzeum absyntu mam w planach do odwiedzenia // 3 szwajcarskie wina - temat rzeka. Jeżeli lubicie wina, to warto je kupić w Szwajcarii. Są bardzo wysokiej jakości i praktycznie są niedostępne poza granicami kraju. // 4 morelowe konfitury z kantonu Valais - zawsze warto kupić. Ten kanton słynie z tych owoców - rośnie tam ponad 70 odmian.
1 mam takie buty w wersji skórzanej. Podobają mi się te w wersji z wełnianego filcu // 2 ta kawa jest stworzona chyba specjalnie dla mnie // 3 zespół Queen (na muzyce, którego wychowałam się) nagrał w Montreaux 6 płyt. W sklepach z pamiątkami w tym miasteczku można kupić wiele pamiątek związanych z zespołem // 4 w Szwajcarii zegary z kukułką to tradycja. Lubię na nie patrzeć, bo przypominają mi zegar, który wisiał w domu dziadków. Sama nie jestem jeszcze gotowa na taki zegar w domu ;-). Ceny tych zegarów są bardzo wysokie.
1 do fińskiej marki Lapuan Kankurit mam wielki sentyment i bardzo ją lubię za design i jakość. Do termoforów dojrzewałam przez kilkadziesiąt lat ;-). Teraz w zimowe wieczory doceniam je, ale tylko te - w wełnianym okryciu, w stonowanych kolorach i w prostym designie. // 2 takie szafki używane w samolotach linii Swiss można też kupić. Są BARDZO drogie // 3 kupimy jeszcze raz ten ser? // 4 austriacka marka z tradycjami Gmundner Keramik - te kwiatki mnie urzekły
Najpierw kubek gorącej czekolady, a później zakupy.
Szwajcaria w większości osób kojarzy się z serami i czekoladą. I bardzo dobrze. Te produkty są wspaniałe w tym kraju i warto je właśnie kupować w czasie pobytów. Producentów czekolad w Szwajcarii jest bardzo dużo. Małych, dużych, koncernów, manufaktur, starych z tradycjami i całkiem młodych. temat szwajcarskiej czekolady, to kolejny temat, który szerzej chcę opisać na blogu. Dzisiaj tylko kilka słów. Villars to marka czekolad, która zawsze towarzyszy nam w czasie wypraw w góry. Firma powstała w 1901 roku we Frybourgu. Można te czekolady kupić praktycznie w każdym supermarkecie w kraju. Są wysokiej jakości i mają duży wybór smaków. Przy fabryce znajduje się sklep firmowy z pełnym asortymentem produktów, ale też kawiarnia, gdzie oprócz kawy można wypić pyszną, gęstą czekoladą na gorąco. Nie rzadkie kakao, tylko intensywny, aromatyczny napój. Największym skarbem dla mnie w tym miejscu jest jednak pomieszczenie na końcu, gdzie można kupić produkty firmy z krótką datą ważności. I tam ogarnia mnie amok. Doskonała gorzka czy mleczna czekolada za 1 franka (około 4,50 zł) - jak przejść koło tego obojętnie? Dzięki takim zakupom swoje czekoladowe ciasta piekę na doskonałych, szwajcarskich czekoladach.
1 lubię te czekoladki w puszkach. Puszkom daję później drugie życie // 2 stary zegar na murze fabryki czekolady // 3 zakupy czekoladowe zrobione - mogę teraz piec i piec // 4 w sklepiku fabrycznym
Gâteau des rois
Szwajcarzy również mają swoje ciasto na święto Trzech Króli. W zależności od kantonu i języka nazywa się ono Dreikönigskuchen, Couronne, Gâteau des rois i Corona dei Re Magi. To ciasto drożdżowe wzbogacone o rodzynki, czekoladę lub skórki cytrusów. Formuje się je w kształcie wieńca z jedną kulą większą w środku i mniejszymi wokół. Tych mniejszych musi być od 6 do 11. Wierzch ciasta posypany jest płatkami migdałów i/lub cukrem perlistym. W środku ukryta jest mała figurka ceramiczna, migdał lub fasolka. Szczęśliwiec, który trafi na ten dodatek zostaje królem i może nosić koronę przez cały dzień. We francuskojezycznej Szwajcarii również przygotowuje się ciasta na wzór francuski czyli z ciasta francuskiego z nadzieniem migdałowym frangipane.
1 Dreikönigskuchen - tego dnia króluje we wszystkich piekarniach i cukierniach, a jego słodki zapach rozchodzi się po uliczkach // 2 nad jeziorem przed niesamowitym zimnem ukryliśmy się w kawiarni w Lutry. Byliśmy we francuskojęzycznej części, więc skusiliśmy się na kawałek Gallette des Rois - figurki niestety nie znaleźliśmy. // 3 najlepsze brioche des rois z piekarni w Cronay. Znalazłam figurkę - pierwszy raz w życiu. Korona wędruje na moją głowę :-) // 4 to Gâteau des rois z kawiarni nad Jeziorem Lemańskim
Saint-Ursanne
Saint-Ursanne - średniowieczne miasteczko w kantonie Jura od dawna było na mojej liście miejsc, które koniecznie chciałam odwiedzić. Latem jest podobno często odwiedzane, ale 1 stycznia popołudniu było puste, lekko uśpione i jakby z innego świata. To był piękny mroźny, ale słoneczny dzień. Światło było miękkie, niskie i wręcz różowe przy zachodzącym słońcu. Mieszkańcy czy nieliczni turyści przebywali w domach albo w kilku otwartych tego dnia restauracjach. Zza drzwi i okien po ulicach rozchodził się zapach fondue, a światełka ze świątecznych dekoracji delikatnie rozświetlały stare mury kolegiaty i kamienic. Choinki pozawieszane między kamienicami i nad uliczkami dopełniały uroku temu miejscu. Magia chwili, magia miejsca.
1-4 Saint-Ursanne
1-4 Saint-Ursanne
Aquatis
Aquatis w Lozannie to miejsce z wielkimi akwariami i wiwariami poświęconymi rybom i gadom żyjącym w słodkowodnych rzekach i jeziorach. Pierwsze piętro poświęcone jest Europie, a zwłaszcza Rodanowi, od kantonu Valais do ujścia do Morza Śródziemnego. Kolejne piętro ukazuje ekosystemy Afryki, Azji, Ameryki i Oceanii. Nie przypuszczałam, że będę tak zachwycona tym miejscem. To nie jest muzeum w starym stylu, a super nowoczesne, interaktywne, w którym prowadzone są programy badawcze i edukacyjne. Największe słodkowodne akwarium w Europie robi naprawdę wielkie wrażenie. Bardzo podobała mi się część poświęcona ekosystemowi Jeziora Lemańskiego i Rodanu. Dobrze coś więcej wiedzieć o tym co żyje w wodach, nad którymi spędza się czas. I co bardzo jest dla mnie ważne w takich miejscach - warunki w jakich przebywają zwierzęta naprawdę są rewelacyjne. Aquatis to fantastyczne miejsce dla dzieci jak i dorosłych. I można obejrzeć smoka z Komodo.
1-4 Aquatis
Berno to czwarte co do wielkości i ludności miasto oraz gmina w Szwajcarii, siedziba rządu i stolica kantonu Berno. To miasto, które trzeba zobaczyć przyjeżdżając do tego kraju. Piękne jest - ze starówką wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, katedrą, wieżą zegarową, fontannami i licznymi arkadami. Berno jest jednym z najpiękniejszych miast w Szwajcarii. Wijącą się rzeką Aare w sezonie spływają mieszkańcy. Wpadliśmy teraz do Berna na kilka godzin. Między innymi dlatego, że w Bernie otwarte były sklepy, a w kantonie Vaud tego dnia był dzień wolny od pracy. Tak jest w tym kraju. Oprócz 1 sierpnia – Święta Narodowego Szwajcarii (Bundesfeier), które jest świętem federalnym i jest dniem wolnym wszędzie, pozostałe dni wolne (1 stycznia, Wielki Piątek, Wielkanoc, Boże Narodzenie, Zielone Świątki...) zależne są od ustaleń kantonalnych. W praktyce oczywiście tych dni jest dużo, ale czasami pewne święta uzależnione są od tego czy to kanton protestancki czy katolicki.
W Bernie pochodziliśmy po pięknych uliczkach, wypiliśmy grzane wino na lodowisku pod parlamentem, kupiliśmy szwajcarskie, wełniane skarpetki ;-), sery (w tym wspomniany wyżej wspaniały Belper Knolle), obejrzeliśmy katedrę, fontanny...Nie wiem, która to była moja wizyta w tym mieście, ale z radością wrócę tam kolejny raz. Piękna pogoda sprzyjała radosnemu odbiorowi miasta. Opuszczone do połowy flagi przypominały o tragedii, która się wydarzyła kilka dni wcześniej i o żałobie, w której pogrążony był kraj.
Bundeshaus - siedziba rządu szwajcarskiego. Berno.
1-4 Berno
1-4 Berno
1-4 Berno
Jadąc zimą do Szwajcarii marzyłam o słońcu i lśniąco białym śniegu. Zimno - było, słońca też dużo, ale, żeby zobaczyć śnieg, musieliśmy pojechać w góry. W tym samym czasie Polska została zasypana śniegiem i skuta lodem. Pojechaliśmy na spacer i to było coś pięknego. Idealnie biały śnieg, zielone iglaste drzewa oprószone białym puchem, miękkie światło, słońce, czyste niebieskie niebo i ślady zwierząt oraz pojedyncze biegówek. Tego dnia spadł w nocy świeży śnieg. Pozytywnie zaskoczona byłam jak szybko i dobrze zostały odśnieżone drogi. Także te mało uczęszczane i lokalne. Byliśmy w kantonie Jura i kiedy przejeżdżaliśmy drogami przyglądałam się miasteczkom i wioskom, które w dawnych czasach zamieszkiwane były przez mistrzów zegarmistrzowskich. W starych domach widać wyraźnie, które pomieszczenie było pracownią. To te z największym oknem. Do tej pory znane, szwajcarskie firmy produkujące zegarki albo mechanizmy do nich mieszczą się w tym kantonie. Czasami są to malutkie wioski, otoczone łąkami , na których pasą się krowy i gdzieś na obrzeżu stoi siedziba. W Jurze znajdziecie takich producentów jak Longines, Rolex, Omega, Tissot, Blancpain & Breguet, Maurice Lacroix, TAG Heuer, Audemars Piguet, Jaeger-LeCoultre, Breitling...
Jura to w ogóle bardzo ciekawy kanton, często pomijany w trakcie podróży do Szwajcarii. Nie ma tu dużych miast, za to jest dużo lasów i gór. Ja sama czuję, że znam go za mało.
1-4 na spacerze w lasach kantonu Jura
1-4 na spacerze w lasach kantonu Jura
Kolejne miejsce, które pojechaliśmy odwiedzić mieściło się w ukochanym kantonie Valais. Opactwo Saint-Maurice to najstarszy klasztor w zachodniej Europie, w którym nieprzerwanie żyją zakonnicy. Klasztor św. Maurycego został założony w 515 r. w Agaunum przez burgundzkiego króla Zygmunta jako ekspiacja za zabójstwo syna Sygerika. Wybudowano go obok powstałego w 381 r. sanktuarium, w którym przechowywano relikwie św. Maurycego. Ten rzymski centurion poniósł śmierć męczeńską za czasów cesarza Dioklecjana. W 1128 r. klasztor przyjął regułę św. Augustyna. Obejrzeliśmy klasztor i poszliśmy oglądać jeszcze zamek i groty. Było bardzo zimno, ale byliśmy SAMI. To jest luksus w obecnych czasach. Zamarznięte wejścia do grot, oblodzone strumienie i szum kapiącej wody były magiczne. To tam zobaczyliśmy na ulicy resztki confetti i zaczęliśmy kolejne rozmowy o tragedii w Crans Montana. Tych rozmów na ten temat było bardzo dużo w czasie tego pobytu. Między nami, z przyjaciółmi, ale też z nieznanymi wcześniej ludźmi.
Opactwo Saint-Maurice
1 opactwo Saint-Maurice // 2, 4 zima zawładnęła przyrodą // 3 na chwilę przewiało chmury i zobaczyliśmy szczyty Alp
1 jeszcze świąteczny klimat utrzymywał się w Saint-Maurice // 2 krótka wizyta w lokalnej piekarni // 3 pięknie i pusto // 4 na chwilę pojawiły się szczyty
Pomnik Freddy'ego Mercury w Montreaux
Wychowałam się na muzyce zespołu Queen. Mój brat słuchał, a ja jako młodsza siostra "skazana" byłam na jego wybory. Te sobie bardzo chwalę. Do tej pory uwielbiam tę muzykę i niektóre piosenki wzruszają mnie cały czas. W Montreaux, gdzie stoi pomnik Freddy'ego Mercury byłam kilka razy, ale nigdy nie dotarłam do niego nie dotarłam. Dlaczego on tu stoi?
W studio muzycznym Montreaux Mountain Studios Queen nagrał 6 płyt. Przez pewien czas to studio należało do zespołu. Nagrywali tu też m.in. Led Zeppelin, David Bowie czy Deep Purple. Montreaux to urocze miasteczko położone nad Jeziorem Lemańskim. Uwielbiam promenadę nad nim położoną. Idealna na spacery, jazdę na rowerze, pikniki i... zachwycanie się widokami. Stąd odpływają liczne statki, którymi można pływać po jeziorze (także na francuski brzeg) i odjeżdża pociąg panoramiczny Goldenpass Express do Interlaken.
Uwielbiam wybrzeże jeziora i miasteczka i wioski nad nim położone. Robiliśmy sobie różne wycieczki wzdłuż jego brzegów, żeby kończyć dzień oglądając niesamowite zachody słońca. Codziennie inny, codziennie przepiękny.
Miasteczka są urocze. Można pomiędzy nimi podróżować pociągiem. Do części z nich dopływają też statki. Zimny wiatr znad jeziora czasami dawał się nam we znaki, ale i tak kolejnego dnia chciałam znowu jechać nad jezioro.
1-4 Montreaux
1-4 nad Jeziorem Lemańskim
1-4 nad Jeziorem Lemańskim
1-4 miasteczko Vevey nad Jeziorem Lemańskim
Jeden ze statków parowych z napędem łopatkowym pływających po Jeziorze Lemańskim
Vevey
1-4 zachody słońca nad jeziorem
Szwajcarię jako kraj do mieszkania wybrało sobie wielu artystów, pisarzy, poetów i naukowców... Mieszkali tu między innymi Adam Mickiewicz (Lozanna), Henryk Sienkiewicz (Vevey), Stefan Żeromski, Tadeusz Kościuszko (Solura), Ignacy Mościcki (Versoix), Gabriel Narutowicz, Tina Turner (Küsnacht), Charlie Chaplin (Corsier-sur-Vevey), Audrey Hepburn (Tolochenaz), Coco Chanel (Lozanna), Freddie Mercury (Montreux), Phil Collins, James Blunt, Roman Polański, Albert Einstein (Berno/Zurych), Ingvar Kamprad (założyciel Ikea), Vladimir Nabokov, James Joyce, Krystian Zimerman, Ignacy Jan Paderewski, Artur Rubinstein...
Do Szwajcarii w 1966 roku (do Tolochenaz koło Morges) przeniosła się Audrey Hepburn. Ta aktorka zawsze miała specjalne miejsce w moim sercu. Wiedziałam, że została pochowana na przykościelnym cmentarzu w Tolochenaz. W czasie jednej z naszych wycieczek nad jezioro, powiedziałam do męża: może pojedziemy, kiedy dotrzemy w okolice i nie będzie za późno. 40 km od Tolochenaz byliśmy, kiedy było już ciemno i późno i wyjątkowo zimno. Mąż powiedział: jedziemy. Cmentarzyk był malutki, ale też zamknięty. Furtka do niego prowadząca nie była zamknięta na klucz, więc weszliśmy. Świecąc telefonami, szukaliśmy grobu. To nie jest częsta moja aktywność - chodzenie po nocy po cmentarzu, świecąc latarkami i szukając grobu i nasłuchując czy nikt nie nadchodzi. Grób znaleźliśmy. Malutki, niepozorny. Cieszę się, że tam dotarłam. W tej samej miejscowości co Audrey Hepburn mieszkał Ignacy Paderewski.
1 grób Audrey Hepburn na malutkim przykościelnym cmentarzu w Tolochenaz // 2 w Tolochenaz mieszkał również Ignacy Paderewski // 3 kończy się dzień // 4 pełnia zawsze robi na mnie wrażenie
Nad Jeziorem Lemańskim
1-4 nigdy mi się ten widok nie znudzi
Kolejna wycieczka, tym razem w góry. Wzdłuż jeziora Thhunersee, przez Interlaken do wodospadów Lauterbrunnen. Byłam w tamtych okolicach w lipcu na zaproszenie organizacji MY SWITZERLAND. Teraz chciałam je zobaczyć w zimowej aurze. Zupełnie inaczej, a równie pięknie. Wtedy wodospady były pełne wody, która spływała po skałach. Teraz woda była zamarznięta. Od czasu do czasu rozlegał się huk spadających i roztrzaskujących się brył lodu. Poszliśmy też na lokalny cmentarz. Tak jak na innych górskich cmentarzach, tutaj też zmarli mają najładniejszy widok na okolicę. Zaskoczył mnie wiek zmarłych na tym cmentarzu. Większość miała 80-90 lat! Dużo grobów (tych z pochówkami od lat 80 - tych XX wieku) było malutkich. W Szwajcarii jest najwyższy w Europie odsetek kremacji zmarłych. Jest to tańsze i prochy można rozsypać prawie w dowolnym miejscu lub trzymać w domu.
Zamarznięty wodospad Lauterbrunnen
1-4 nad jeziorem Thunersee
1 zamarznięty wodospad // 2 lokalny cmentarz z małymi grobami skremowanych mieszkańców // 3 mieszkanie przy skalnej ścianie // 4 ona ma dobry humor i nie zwarza na pogodę
1 kończy się dzień // 2 te betonowe konstrukcje to miejsca, gdzie można schować się przed lawiną. Na końcu doliny były ich bardzo dużo // 3, 4 typowy sklepik samoobsługowy na prowincji - lokalne produkty, skarbonka do płatności i zaufanie do uczciwości
Cieszyłam się na ten wspólny czas w piekarni niesamowicie. Dwa dni pracy, przygotowania, zamówienia, zakupy i sprzedaż. Dużo różnorodnych chlebów na zakwasie, a ze słodkich wypieków brioche des rois i mój "gościnny wypiek" czyli sernik z szarlotką z kruszonką z palonego masła sprzedawany w monoporcjach. Ten sernik piekłam ostatnio w Oxfordzie dla sąsiadów córki. Z angielskich składników. Teraz przyszedł czas na szwajcarskie. Dobór jabłek z różnych starych odmian od lokalnych sadowników nie był łatwy, ale fascynujący. Nowe odmiany, nowe smaki. Do tego sernika używam serka Philadelphia. Można go było bez problemu kupić, ale zdecydowałam się na szwajcarski Filona. I to był strzał w dziesiątkę. Ten serek tak posmakował mojemu mężowi, że kilka przywieźliśmy ze sobą. Praca w takiej piekarni jest ciężka, ale jak przyjemna. Wspólnie, razem, przy muzyce i rozmowach. Mam nadzieję, że jeszcze będę mogła powtórzyć to doświadczenie w najlepszej piekarni w kantonie Vaud.
Niech tylko ktoś nam spróbuje te korony zdjąć ;-)
1 królujemy dzisiaj // 2 przeróżne stare, lokalne odmiany - trzeba teraz każdej spróbować, zobaczyć jak się zachowuje przy podgrzewaniu i wybrać odpowiednie do ciasta // 3 szwajcarski serek Filona okazał się doskonały do sernika // 4 120 jaj i czuję się szczęśliwa
1 gromadzimy składniki // 2 ktoś przyszedł nas odwiedzić przy pracy // 3 humor dopisuje // 4 gotowe na sprzedaż
Czyż nie są piękne?
1 do wschodu słońca jeszcze dużo czasu, a praca w piekarni już wre // 2 zakwas pracuje // 3, 4 nikt nam nie odbierze tej radości i dumy
Te korony są całkowicie zasłużone :-)
1 jak ja się denerwują czy posmakują Szwajcarom // 2 te porcelanowe figurki o tematyce piekarniczej zaraz zostaną ukryte w brioche des rois
Na jeziorze sztorm. Statki zostają w porcie.
Czas pomyśleć o powrocie. Długo byliśmy. Pani w sklepie powiedziała mi, że nadciąga wiatr zmian i w powietrzu pachnie nadciągającą śnieżycą. Nie wiem czy obejrzała prognozę pogody czy..., ale w powietrzu pachniało inaczej.
W czasie naszego pobytu córka miała wrócić do Oxfordu, ale... pierwszy raz spóźniła się na samolot (to jest coś co zawsze mnie stresuje), więc ja zawsze jestem z dużym wyprzedzeniem na lotnisku. Kilka dni później było... kolejne podejście do powrotu. Udało się. A ja, jak to ja śledziłam jej końcówkę lotu, żeby odetchnąć spokojnie. czy nasze dzieci też tak się stresują, kiedy my gdzieś lecimy? Chyba nie :-)
1 od rana bębniarze z miejscowej orkiestry w przedziwnych przebraniach odbębniają Nowy Rok // 2 wyląduj kochanie, to będę mogła czymś się zająć // 3 czy ten słup nie ma fajnego kształtu? // 4 w maleńkiej wiosce, w której jest jeszcze tylko mleczarnia (nagrodzona) znajduje się muzeum i manufaktura zegarków Piaget - niesamowite
1, 2 to zimowe światło i kolory są niesamowite // 3 w styczniu zakwitł rzepak na polu!!! / 3 winnice zapadły w sen zimowy
1, 2, 4 - ulubiona forma transportu po Szwajcarii // 3 nie wiem co to za pojazd. malutki i całkiem szybki. Spotkany na autostradzie
We wrześniu płynęliśmy tym statkiem z Lozanny do Genewy. Dzisiaj z powodu sztormu został porcie - rejsy zostały odwołane
1-4 na jeziorze sztorm, a my żegnamy się ze Szwajcarią. Jutro wyjeżdżamy.
1-4 czy jutro jezioro też będzie tak wzburzone?
Lozanna
Mieliśmy wyjechać rano po śniadaniu. Po obudzeniu zaskoczył nas widok w dachowym oknie. Niczego nie było widać. Okno było zasypane śniegiem. Tak jak i cała miejscowość. To na co czekałam przez ponad dwa tygodnie, nadeszło w dniu wyjazdu. Prognozy też nie były dobre. Przez całą drogę mieliśmy mieć opady śniegu. Po ostatnich wiadomościach z sylwestra w Polsce, kiedy samochody ugrzęzły na zasypanej drodze, zrobiłam kanapki i zaparzyłam termos kawy i herbaty. W samochodzie na wierzchu był też koc i dodatkowe swetry. Byliśmy gotowi na różne scenariusze. Zatankowaliśmy bak do pełna i ruszyliśmy do domu. W Szwajcarii padał śnieg, ale drogi były odśnieżane. Nie było źle. Za to w Niemczech zaczął się koszmar. Śnieg, lód na autostradzie, brak solarek i duży ruch. Przy nas jeden samochód wpadł w poślizg i uderzył w barierki. Na naszych oczach za nami zrobił się karambol. Postanowiliśmy przerwać podróż i zatrzymać się w hotelu. Rano obudziło nas błękitne niebo i krystaliczne powietrze. Ruszyliśmy dalej. Po nocnej śnieżycy widoki były przepiękne, a droga odśnieżona. Radośnie jechaliśmy przez bajkową krainę. Po paru godzinach czar prysł i znowu zaczęło padać, a droga była biała. Nie zapomnę tego uczucia ulgi, kiedy dojechaliśmy do domu.
Na taką zimę czekałam ponad dwa tygodnie i doczekałam się... w dniu wyjazdu.
1 od rana trwało odśnieżanie podjazdu // 2 drogę do piekarni zasypało // 3, 4 drogi do domu nie mogę nazwać komfortową
1 to słońce za oknem, kiedy obudziliśmy się w hotelu w Norymberdze...// 2 dojeżdżamy do domu // 3, 4 w drodze
Czyż to nie wygląda magicznie?
Ze Szwajcarii przywiozłam zakwas i się zaczęło ;-). Wróciłam do pieczenia chlebów na zakwasie. Ile to mi daje radości. Każdy bochenek to nowe doświadczenia i wiedza.
1 w domu na furtce czekał świąteczny wianek // 2 żywy i aktywny // 3 a teraz na noc do lodówki, a rano będzie chleb // 4 mój towarzysz przy pracy
1-4 zbieram doświadczenia
1 ostanio najbardziej lubię piec nocami // 2 z wizytą w serwisie mikserów // 3 szwajcarska zupa idealna na te mroźne dni // 4 dzisiaj odmiana - zamiast chleba będą bułeczki
Po powrocie przywitała nas prawdziwa zima. Śnieg, mróz, śpiący 23 godziny na dobę kot i... dekoracje świąteczne. Tak to wygląda, kiedy dom opuszcza się w święta;-). Pierwsze co zrobiłam po przyjeździe, to pochowanie do pudeł wszystkich dekoracji. Potem mogłam już spokojnie się rozpakować i wejść w domowy, zimowy rytm. Ciepłe swetry, zupy pełne warzyw, czytanie książek pod kocem i wietrzenie kołdry na mrozie stały się tym czego najbardziej potrzebowałam. I wróciłam do oglądania zimowych pejzarzy duńskiego malarza z IXX wieku Pedera Mørka Mønsted. Czyż on nie miał niesamowitej umiejętności operowania światłem na swoich obrazach?
Peder Mørk Mønsted
1-4 Peder Mørk Mønsted
1 córeczka pojechała do Londynu na tour po muzeach - jak ja jej zazdroszczę // 2, 4 telefon służy nam wymianie wrażeń z wizyt w National Museum // 3 jedna z moich półek zksiążkami, których czytaniem delektuję się i robię z nich notatki //
Listopadowa wizyta w Oxfordzie miała na mnie duży wpływ. Powyciągałam moje wełniane kraciaste szale i wróciłam do oglądania serialu "Lewis", którego akcja dzieje się w Oxfordzie. Z przyjemnością patrzę na znajome budynki i rozpoznaję miejsca (tu córka przypina rower, a w tamtym budynku miała uroczystość przyjęcia w poczt studentów uniwersytetu, w tej księgarni spędziłam 2 godziny, a tam oglądałam szkockie szale...). Obejrzeliśmy też film "Tell" opowiadający legendę Wilhelma Tella. Poznałam już całkiem dobrze historię Szwajcarii, więc z przyjemnością oglądam filmy ją opowiadające. Tem mnie niestety nie porwał. Za to z przyjemnością oglądam serial (szwajcarsko francuski) "Astrid i Raphaëlle" . Sara Mortensen świetnie gra archiwistkę z zespołem Aspergera. Wychodzi na to, że w większości filmów, które ostatnio oglądam, to ktoś kogoś morduje.na t
1 "Lewis" serial kryminalny, którego akcja rozgrywa się Oxfordzie // 2 to światło w mroźne dni jest piękne // 3 ten film mnie nie urzekł, ale piękną Szwajcarię obejrzałam // 4 "Astrid i Raphaëlle" oglądam z przyjemnością
Szwajcarskie buty Mammut, które kupiłam na szwajcarską zimę... najlepiej sprawdzają mi się w Polsce. Są rewelacyjne.
1 nigdzie nie jadę // 2 wychodzi na 2 minuty i wraca biegiem // 3 spacery po pustej Puszczy Kampinowskiej należą do moich ulubionych // 4 przez te mrozy nauczył się oglądania świata przez okno
Połowę tego niesamowitego miesiąca spędziłam w Szwajcarii, a połowę w większości w domu. Dawno nie było takiej zimy i bardzo mnie ona cieszy (chociaż gorzej będzie jak przyjdzie rachunek za ogrzewanie). Cieszę się, że udało mi się zmobilizować i wróciłam do pisania tej małej kroniki moich dni. Wiem, że Wy też to lubicie i też dzięki Wam zmobilizowałam się do powrotu.
A co przyniesie luty? Zobaczymy.


Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję bardzo za Twój komentarz.